• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Zdradliwy powab cukru
  • Dieta słodka bez słodyczy!
  • Precz, pyszna pokuso
  • Ewa Telega: Organizm sam mi dyktuje, co mam jeść
  • Harmonia i równowaga
  • Gwiazdorskie sposoby na płaski brzuch
  • Bieganie – moja miłość
  • 6 powodów, by zacząć biegać
  • Do trzech razy sztuka
  • Wielka moc małego ziarna, czyli dieta lniana
  • więcej w tym wydaniu

Ewa Telega: Organizm sam mi dyktuje, co mam jeść

Superlinia, 10/2009; 12-13
Ewa Rossa
  • Ewa Telega, fot. KAPiF
więcej zdjęć
Jest energiczna z natury, ale nie uznaje żadnej formy ruchu „pod przymusem”. Woli 10 spacerów w kierunku szwedzkiego stołu niż całodniową wycieczkę po górach. Trzyma idealną wagę mimo zamiłowania do golonki, mielonego i... kopytek z parówek!

Ewa Telega - Aktorka Teatru Dramatycznego w Warszawie, zodiakalny Baran. Ukończyła Szkołę Baletową w Bytomiu i wydział aktorski PWSFTv w Łodzi. Wystąpiła także w wielu przedstawieniach Teatru Telewizji, szczególnie w repertuarze rosyjskim z XIX w. Zagrała w serialach, m.in. w „Marzeniach do spełnienia”, „Fali zbrodni”, „Pensjonacie pod Różą”. Obecnie oglądamy ją w serialu „Plebania” jako Teresę, matkę Damiana.  Mąż – reżyser Andrzej Domalik, córka Zosia.

Jest pani aktorką, ale skończyła też szkołę baletową. Tancerki raczej nie mają problemów z linią. Jak było z panią?

W szkole walczyłam o to, by być lekka jak piórko. Panował tam pruski dryl, w stołówce porcje były małe, nie było mowy, by ktoś podjadał, bo ważyli nas prawie codziennie. Ciągle byłam głodna. Czasem nie wytrzymywałam i szłam kupić sobie kremowe ciastko. Na szczęście naukę baletu skończyłam w wieku 19 lat i zdałam do szkoły teatralnej. Już wtedy nie musiałam głodować i… w efekcie przybyło mi parę kilo.

Postanowiła pani coś z tym robić?

Nie przejmowałam się tym specjalnie. Zaczęłam odchudzać się przed czterdziestką. Zagrałam wtedy w serialu „Zostać Miss”.  Któregoś wieczoru obejrzałam jeden odcinek. I sama siebie nie poznałam! Zobaczyłam babusa. Gdy człowiek patrzy w lustro, nie widzi, że tyje, a kamera obnaży wszystko. Wzięłam się za siebie.

Wiele kobiet twierdzi, że najtrudniejszy jest początek, że pierwszy tydzień to droga przez mękę... Od czego pani zaczęła?

Przeszłam na dietę niskokaloryczną plus zastępowanie dwóch posiłków koktajlami na zbicie wagi. Odchudzanie nigdy nie jest przyjemne, ale dało się wytrzymać. Po kilku tygodniach przyzwyczaiłam się i już nie czułam głodu. Przestałam też pić alkohol, w tym wino czerwone, które bardzo lubiłam. Zrzuciłam 8 kg w ciągu 3–4 miesięcy. Potem przeszłam do drugiej fazy: koktajlem zastępowałam tylko posiłek wieczorny. Straciłam kolejne 2 kg. To było 4 lata temu. I tę wagę, 62 kg, utrzymuję bez większego trudu. Zdarza mi się odrobinę przytyć, ale potem wszystko wraca do normy.

Ładna sylwetka zmieniła pani nastawienie do życia?

Czuję się piękniejsza, młodsza, bardziej kobieca. Kupuję ubrania, bo chcę, a nie po to, by coś ukryć. A jaka to satysfakcja kupować rzeczy o rozmiar mniejsze!

Ale jada pani czekoladę, lody, kajzerki z masłem?

Jem wszystko, na co mam ochotę. Kiedyś wyczytałam, że jak się dojdzie do wymarzonej wagi, to trzeba dać organizmowi czas, miesiąc, dwa, by przyjął ją i zapamiętał, że taka jest jego waga. Może to o to chodzi? Trzymanie diety nie jest dla mnie łatwe, bo należę do typów biesiadnych. Lubię jeść na mieście. Szwedzki stół jest dla mnie zabójczy, muszę spróbować wszystkiego, co się na nim znajduje. Mąż mówi: „Przestań bez przerwy chodzić do tych stołów, bo się wstydzę.” Ciekawość, jak to smakuje, jest silniejsza od wszystkiego. Kiedyś ze sztuką „Boska” pojechaliśmy do Ameryki, poszliśmy do wybitnej chińskiej knajpy. Na koniec przyjęcia zdjęłam buty i weszłam na krzesło, by zrobić zdjęcia. Jak zeszłam, nie mogłam  butów założyć, taki miałam brzuch z przejedzenia. Przytyłam, ale potem waga wróciła do normy.

A jaka jest pani recepta na zdrowy styl życia. Dieta i fitness?

Jeśli chodzi o fitness, jestem złym przykładem, Nie chodzę na siłownię, nie biegam, nie gimnastykuję się. Od szkoły baletowej nienawidzę wysiłku fizycznego. Mam też uraz do spacerów. Chyba zostało mi to z dzieciństwa, kiedy mama zmuszała mnie do chodzenia kilometrami po górach. Inne dzieci oglądały na wczasach „Teleranek”, a ja po śniadaniu musiałam chodzić na wycieczki. W domu, po obiedzie, był obowiązkowy spacer. Nie rozumiałam, jak można w kółko spacerować. W ubiegłym roku byłam z mężem i córką na wakacjach w Toskanii. Andrzej chodził wszędzie piechotą, a ja wypożyczyłam rower. Uwielbiam też pływać, ale nie znoszę basenów. Za to jezioro mogę przepłynąć ze dwadzieścia razy. Zimą jeżdżę z rodziną na narty w góry, ale nie jestem fanką narciarstwa. Na co dzień biegam po schodach w domu. Jestem energiczna, ruszam się szybko i szybko spalam.

Pani rodzina też trzyma dietę?

Moja trzynastoletnia córka Zosia jest takim tadkiem-niejadkiem. W dodatku chce zostać wegetarianką. Uwielbia pierogi ruskie, sery w panierce i spaghetti z sosem pomidorowym. Mąż stara się odżywiać zdrowo. Nie słodzimy. Kupujemy żytnie pieczywo z pełnego przemiału. Niestety, uwielbiam wędliny. W ogóle jestem mięsożerna. Uważam, że organizm sam dyktuje, co trzeba jeść. Czasem lubię tłuszczyk z goloneczki czy mielonego z kartoflami, groszkiem i marchewką.

Słynie pani z pysznych przetworów…

Robię ogórki w słoikach, bo wszyscy w domu bardzo je lubią. Dżemy wiśniowe i duże ilości kompotów, bo lubi je mój mąż. I jeszcze marynaty z grzybów. Niedaleko domu mamy las, a w nim urodzaj opieńków. A dla mojej Zośki robię przeciery z pomidorów, na zupę i do makaronu. To nie jest moje hobby, co więcej, codzienne gotowanie przytłacza mnie. Ale w sobotę rano przygotowuję rytualne śniadanie: kopytka z parówek – odtłuszczone parówki kroję i smażę je na oliwie. A w niedzielę są grzanki, przynoszę je do sypialni na górę, jemy w łóżku. Kiedy nie ma grzanek w niedzielę, domownicy tracą humor.

Przepis

Bigos z cukinii
Dużą cukinię obierz ze skórki, przetnij, wydrąż miąższ. Pokrój w kostkę cukinię, cebulę i pętko chudej kiełbasy. Cebulę wrzuć na olej, po chwili dodaj kiełbasę i smaż razem. Dodaj cukinię, podlej wodą i duś (możesz dodać papryczki chili). Pod koniec dodaj 2 pokrojone pomidory bez skórki i przecier. Dopraw, posyp posiekaną natką.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt