• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Zdradliwy powab cukru
  • Dieta słodka bez słodyczy!
  • Precz, pyszna pokuso
  • Ewa Telega: Organizm sam mi dyktuje, co mam jeść
  • Harmonia i równowaga
  • Gwiazdorskie sposoby na płaski brzuch
  • Bieganie – moja miłość
  • 6 powodów, by zacząć biegać
  • Do trzech razy sztuka
  • Wielka moc małego ziarna, czyli dieta lniana
  • więcej w tym wydaniu

Zdradliwy powab cukru

Superlinia, 10/2009; 4-5
Elżbieta Bogusławska - Przybysz
  • fot. Shutterstock
więcej zdjęć
Nie ma co ukrywać: do otyłości najbardziej przyczynia się nadmierne spożycie słodyczy. Pokusa sięgania po ciastka, czekoladę czy lody jest jednak tak silna, że trudno się jej oprzeć. Co nie znaczy, że nie można jej pokonać...

Powodów, dla których tak bardzo lubimy opychać się słodkimi przysmakami, wymienia się wiele. Niektórzy naukowcy twierdzą, że skłonność tę odziedziczyliśmy po praprzodkach, którzy preferowali słodki smak, bo był dla nich sygnałem, że jedzenie (głównie owoce) jest jadalne, unikali zaś gorzkiego, bo kojarzył im się z trucizną. Zdaniem psychologów, u wielu ludzi apetyt na słodycze mógł zostać rozbudzony jeszcze w czasach dzieciństwa, jeśli dostawali je od rodziców w nagrodę (za to, że byli grzeczni, przynosili dobre stopnie ze szkoły itd.) albo jako pocieszenie (np. żeby nie było im smutno, gdy zostawali sami w domu albo gdy ktoś ich skrzywdził). W ten sposób ciastka, czekoladki i cukierki zaczęły kojarzyć się z czymś przyjemnym, niosącym spokój, poprawę nastroju i poczucie bezpieczeństwa. Dietetycy ciągłą ochotę na słodycze tłumaczą zaś bardzo konkretnie: wiąże się ona z gwałtownymi wzrostami i spadkami poziomu glukozy we krwi. Na początku przyjrzyjmy się więc dokładnie argumentom tych ostatnich.

Błędne koło słodyczomaniaka

Organizm człowieka potrzebuje energii, a czerpie ją z węglowodanów. Cukry te, zamienione w wyniku procesów trawienia na glikogen, są niezbędne do normalnej pracy mózgu, sterującego funkcjonowaniem wszystkich narządów. Spożycie węglowodanów powoduje wzrost poziomu aminokwasu zwanego tryptofanem, a on z kolei zwiększa produkcję serotoniny – neurotransmitera umożliwiającego wiele podstawowych procesów życiowych (m.in. sen)  oraz polepszającego nasze samopoczucie.

Jeśli jemy cukry złożone, trawimy je powoli i glukoza uwalniana jest do krwi stopniowo. Mózg cały czas może sprawnie pracować. Inaczej dzieje się w wypadku cukrów prostych (w które obfitują słodycze). Przedostają się one do krwi bardzo szybko i organizm nie nadąża z przetwarzaniem ich w glikogen. Aby jakoś sobie z nimi poradzić, zaczyna produkować dużo insuliny, która zamienia je w tkankę tłuszczową. W ten sposób tylko niewielka ilość cukru dostaje się do mózgu. Po gwałtownym wzroście poziomu glukozy we krwi następuje nie mniej raptowny jego spadek i mózg robi się „głodny”. Pojawia się wtedy ochota na słodycze. Zjedzenie ich powoduje szybką poprawę samopoczucia i nagły przypływ energii, ale znowu na krótko, bo szybko przychodzi apetyt na kolejne ciastka czy batony. I tak koło się zamyka.

Jak to przerwać?

Każdy, kto skarży się na nadmierny apetyt na słodycze, powinien przyjrzeć się swojemu sposobowi odżywiania – mówi Anna Lewitt, trener żywienia z Centrum Treningu Osobistego® i Dietetyki EGO w Warszawie. – Wystarczy, że przez trzy dni będziemy robić szczegółowe notatki z tego, co jemy, jak często i w jakich ilościach, oraz ile i kiedy pijemy. Najczęściej w takich sytuacjach okazuje się, że spożywamy za mało węglowodanów złożonych oraz białka, które stanowi naturalny spowalniacz dla odkładania się tłuszczu. Pełni ono bowiem rolę budulca i potrzebuje energii, aby zostało włączone w nasz organizm. Jeśli zaczniemy stosować dobrze zbilansowaną dietę oraz pić wystarczająco dużo wody, już po kilku dniach problem z nadmiernym apetytem na słodkości powinien zniknąć.

Podstawą jest, oczywiście, regularne jedzenie – należy spożywać pięć posiłków dziennie w odstępach trzygodzinnych. Spośród wszystkich węglowodanów  cukry złożone powinny stanowić ok. 80 proc. diety. Ich głównym źródłem są m.in.: pełnoziarniste pieczywo i makarony, grube kasze, ciemny lub dziki ryż, rośliny strączkowe (fasola, groch, bób, soja, soczewica). Należy pamiętać, że owoce działają podobnie jak słodycze, bo one również obfitują w cukry proste (fruktozę). Warto je jeść ze względu na cenne składniki odżywcze (głównie witaminy), ale w umiarkowanych ilościach – np. pół szklanki dziennie. Oprócz zbilansowanej diety, bardzo pomocny będzie regularny ruch, który hamuje apetyt na słodkości.

Gdy problem leży głębiej...

Dieta i aktywność fizyczna bardzo pomagają, ale jeśli okazują się nieskuteczne, apetyt na słodycze może wynikać z różnych zaburzeń w organizmie. Czasem jego powodem jest niedobór chromu (pierwiastek ten stabilizuje poziom cukru we krwi) lub magnezu (stąd chęć na czekoladę, która ma go dużo) – wtedy warto przyjmować te pierwiastki w postaci odpowiednich suplementów. Warto też skontaktować się z lekarzem i zbadać poziom cukru we krwi, bo niepohamowany apetyt na słodycze może się też wiązać z początkami cukrzycy. Wśród specjalistów nie ma zgodności co do tego, czy słodycze mogą uzależniać. Wprawdzie niedawno przeprowadzone badania mówią o tym, że biochemia mózgu osób ciągle objadających się łakociami jest podobna do tej u narkomana, z drugiej jednak strony żaden składnik ciastek, czekolady czy lodów nie wpływa na nas tak silnie, jak narkotyki. – Moim zdaniem, uzależnić się można od dobrego samopoczucia, które mamy po zjedzeniu słodyczy – mówi Monika Dreger, psycholog z Warszawskiej Grupy Psychologicznej. – Poza tym, gdy wyrobimy sobie nawyk sięgania po coś słodkiego, np. w sytuacji stresu czy borykania się z trudnymi decyzjami, to potem do takich zachowań będziemy wracać. Jak można się leczyć? Terapeutycznie. My nie traktujemy jednak tego jako uzależnienie, ale uczymy radzić sobie w trudnych sytuacjach inaczej niż sięgając po cukier, prowadzimy m.in. treningi antystresowe. Próbujemy też znaleźć powody, dla których ktoś woli przekierować swoją uwagę i zająć się jedzeniem, a nie rozwiązywaniem problemów.

Kiedy warto zwrócić się do psychologa? Na pewno wówczas, gdy – mimo stosowania zbilansowanej diety – ciągle opychamy się słodyczami (być może nawet w ukryciu przed innymi). Wiemy, że cukier szkodzi zdrowiu i sylwetce, ale mimo to potrafimy wyjeść wszystkie batoniki i ciastka, które są w domu, nawet gdy przyniesiemy ich ze sklepu wiele. Sięgamy po słodkości także wówczas, gdy dręczy nas z tego powodu poczucie winy. Takie zachowania mogą stanowić dla nas sygnały, że bez pomocy terapeuty nie poradzimy sobie ze swoim problemem.

Dlaczego Europejczycy lubią słodkie?

Za apetyt na słodycze odpowiedzialne jest też... pochodzenie! – wynika z badań amerykańskich naukowców z Narodowego Instytutu Głuchoty i Innych Zaburzeń Komunikacyjnych. Przeprowadzili oni doświadczenie, w którym wzięły udział osoby z Europy, Azji i Afryki. Okazało się, że ci ostatni byli najmniej wrażliwi na smak słodki, a najbardziej wyczuwali go Europejczycy. Jeden z autorów badania tłumaczy to tym, że w krajach południowych w naturze spotyka się wiele słodkich roślin, a rejony północne są w nie ubogie. W związku z tym nasi praprzodkowie musieli szukać zastępczych źródeł kalorii i stąd u Europejczyków w toku ewolucji wykształciła się większa wrażliwość na słodki smak.

Przechadzka zamiast batona

Naukowcy z uniwersytetu w Exeter w Wielkiej Brytanii przeprowadzili doświadczenie, z którego wynika, że już piętnastominutowy szybki spacer pozwala pozbyć się pokusy zjedzenia czekolady. Miłośników tej kakaowej słodkości chętnych do wzięcia udziału w badaniu najpierw pozbawiono jej na trzy dni. Przed samym eksperymentem nie mogli też przez kilka godzin pić kawy ani uprawiać ćwiczeń. Badani najpierw byli stawiani w sytuacjach stresowych, musieli też patrzeć na osoby jedzące czekoladę. Następnie podzielono ich na dwie grupy. Część miała przez kwadrans energicznie spacerować, a reszcie polecono spędzić ten czas na siedząco. Na koniec każdy mógł wziąć do ręki opakowanie z tabliczką czekolady, ale nie mógł jej rozpakować ani zjeść. Wszystkim uczestnikom doświadczenia zmierzono puls i zbadano inne reakcje organizmu. Okazało się,  że ci, którzy spacerowali, walczyli ze znacznie słabszą pokusą spróbowania trzymanego w ręku przysmaku niż uczestnicy siedzący.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt