Łukasz i Paweł Golcowie - Zasłynęli kapelą Golec uOrkiestra, która obchodzi właśnie 10-lecie istnienia. Jubileusz zbiegł się z wydaniem piątej płyty. Łukasz mieszka w Łodygowicach wraz z żoną Edytą Golec (od początku gra i śpiewa w zespole), trójką dzieci: rocznym Piotrusiem, trzyletnią Tosią i pięcioletnim Bartkiem, oraz psem Bacą, a Paweł – w Bielsku-Białej wraz z żoną Kasią (aktorką) i sześcioletnią córeczką Mają.
Tajemnicą energii braci Golców jest...
Paweł i Łukasz chórem: Kawa!
Niezbyt zdrowo...
Łukasz: No cóż, zawsze lepiej kawa niż kawa i papierosy. Paliliśmy jak smoki przez 8 lat.
Paweł: Rzuciliśmy razem 6 lat temu, było raźniej. A kawa trzyma nas na nogach. Gdy kończyliśmy naszą piątą płytę, spaliśmy po 4 godziny na dobę. Potem przez cały dzień ekspres przechodził prawdziwe oblężenie!
Jesteście pracoholikami?
Łukasz: W pewnym sensie. Przy trójce dzieci trudno nie być.
Paweł: Praca jest naszą pasją, nie mamy sztywnych godzin, bywa że podczas tras zarywamy noce, a potem przez dwa dni odsypiamy. Wiosną był prawdziwy hard core. Kończyliśmy „Piątkę”, naszą najbardziej przemyślaną płytę, którą nagrywaliśmy przez pięć lat. W końcówce zrobiło się gorąco.
Paweł: Wydanie płyty zbiegło się z naszym jubileuszem. Kapela Golec uOrkiestra skończyła 10 lat. Pracowaliśmy jak szaleni, a przecież mamy też rodziny.
Łukasz: My z Edytą dzielimy się obowiązkami. Innej możliwości nie ma, Edyta też jest w zespole, musi mieć czas, żeby poćwiczyć. Ja odwożę Bartka do przedszkola, karmię naszą Tosię, Edyta zajmuje się w tym czasie najmłodszym Piotrusiem, pomagają nam też moi teściowie. No, ale kto ma trójkę dzieci, ten wie, że to prawdziwi pożeracze czasu. Doba jest dla nas za krótka. Na pewno śpimy za mało!
Macie w tym całym młynie chwilę, żeby pomyśleć o swojej kondycji?
Paweł: Psychicznej? Wszystko u nas pod tym względem w porządku (śmiech).
Łukasz: Chodzi ci pewnie o sport? Niestety, tu mamy pewne braki. Nie ma kiedy regularnie trenować. Ale jak zimą spadnie śnieg u nas w Beskidach, narty z dzieciakami odkurzamy obowiązkowo – i ja, i Paweł. Na wakacjach zazwyczaj nurkuję, chciałbym kiedyś pojechać na obóz nurkowy dla profesjonalistów. I ćwiczyć boks. Może na emeryturze... (uśmiech)
Paweł: Kiedy moją Maję i dzieci Łukasza wozimy na basen, i nam się zdarzy przepłynąć parę długości. Obaj mamy rowery, ale na co dzień wozimy się samochodami. Sport uprawiamy weekendowo. Ale wiem, że gdybym nie był muzykiem, tobym chyba został drugim Kubicą. Oglądam Formułę I, lubię szybkie samochody. A poza tym, to jak większość: piłę można czasem pokopać. Choć prawdę mówiąc, obaj preferujemy futbol kanapowy, przed telewizorem.
Z czipsami i piwem?
Paweł: Z piwem może i tak, a do tego moja żona Kasia podaje raczej pokrojone warzywa. I różne dipy – ma pod tym względem fantazję.
Czyli jednak dbacie o linię?
Paweł: Hm... no... tak trochę (śmiech). Byłem raz na diecie 1000 kalorii, gdy odkryłem, że nie mieszczę się w garnitur ślubny. Ale na tej dietce wytrzymałem tydzień. Co ja poradzę, że moja żona tak dobrze gotuje? Oboje lubimy jeść. Poza tym ona twierdzi, że nie muszę się odchudzać, bo – cytuję: „wyglądam doskonale”. No, a komu mam wierzyć, jak nie małżonce? Ostatecznie to garnitur poległ: został spakowany i wyniesiony na strych.
Łukasz: Trzymam się kilku zasad i moja waga nie zmieniła się od 10 lat. Po pierwsze, nigdy nie jem po 18.00. Łatwo nie jest, bo zazwyczaj chodzę spać bardzo późno, ale jestem twardy. Gdy poczuję głód, piję wodę albo jem jakiś owoc. Za to moje śniadanie składa się z trzech dań i celebruję je długo. To najważniejszy posiłek. Jajka, sałatki, ser, ryba, jogurt, owoce... Obiad jemy też solidny, zawsze dwudaniowy, zazwyczaj produkcji mojej teściowej, która mieszka kilka domów od nas. Regularne pory posiłków, mała kolacja i zero wcinania wieczorem. To naprawdę działa. Waga stoi w miejscu jak zaklęta.
Żadnych grzeszków na sumieniu?
Łukasz: Są, a jakże. Ciasta... Babeczki, drożdżówki, makowce, serniki, pierniki, leguminki... mam do nich słabość. Mamy też zaprzyjaźnioną panią w cukierni, jej córka pisze o nas pracę magisterską, trudno jej odmówić...
Paweł: My z Kasią spotykamy się wieczorem przy stole i – co tu ukrywać – lubimy pobiesiadować, a nasze kolacje przeciągają się do późna. No, ale póki wyglądam jako tako, biedy nie ma. Poza tym czasem w trasie, gdy nie ma czasu na normalny obiad, zapychamy się pizzą.
Jakie są wasze kulinarne szaleństwa?
Paweł: Goloneczka, zupa grzybowa ze śmietaną. I sushi – w każdej postaci. Odkąd je odkryłem, mogę jeść na okrągło. Czasem robimy sobie z Kasią w Warszawie wyprawy na sushi. Na szczęście jest superzdrowe, Japończycy żyją po sto lat!
A twoje, Łukasz?
Łukasz: Oprócz ciast? Moje motto to: dzień bez zupy dniem straconym! W rankingu zup pierwsze miejsce ma grzybowa i w ogóle grzyby w każdej postaci. Grillowany oscypek z żurawiną – nasza beskidzka specjalność. Prażuchy mamy. Owoce morza i peklowana jagnięcina. W domu dominują dwie kuchnie: polska i śródziemnomorska.
Odkryliście ją na wakacjach?
Łukasz: Tak, poza tym ona mi pasuje, bo lubię ryby i sałatkę grecką. W domu używamy tylko oliwy z oliwek.
Paweł: A moje odkrycie to żabie udka i ślimaki w masełku czosnkowym. Do dziś pamiętam specyficzny klimat paryskiej restauracyjki.
Łukasz: Z kolei my z Edytą w Bułgarii jedliśmy coś, co się nazywa czuszkabiurek – to papryka nadziewana białym serem w panierce. Pycha!
Dbacie w jakiś szczególny sposób o zdrowie?
Paweł: Muzyk to z definicji niezdrowy zawód. Zarwane noce, rauty po koncertach, a więc późne biesiady... Ale my się nie dajemy. Alkohol sączymy jak dżentelmeni – z umiarem.
Łukasz: Ja czasem, gdy czuję się zbyt ociężały, robię sobie oczyszczającą kurację ziołową. Mamy zaprzyjaźnionego zielarza, który dobiera nam odpowiednią mieszankę. Oprócz tego łykam magnez z wapniem. Pomaga, gdy prowadzę bardzo intensywny tryb życia. Czyli przeważnie.
Słyszałam, że jesteście eko?
Paweł: U nas wszyscy są eko! Swojskie wędlinki od znajomych i rodziny, jajka od szczęśliwych kur, sery domowej roboty, swojskie mleko – to standard. Takie są zalety życia na wsi.
Łukasz: W domu w Łodygowicach mamy baterię słoneczną, segregujemy śmieci. Staramy się kupować napoje w szklanych butelkach. Zielenina pochodzi z ogródka teściowej Marysi, dżemy robi Edytka, a soki z białego bzu na kaszel, z miodu i z mleczy na przeziębienie – moja mama.
Paweł: Popieramy ekologiczne torby.
Łukasz: Nasza piąta płyta też jest ekologiczna. Bez konserwantów. A wartość energetyczna? Dodatnia!
Przepisy
Łukasz poleca przepis Edyty: PSTRĄG W ZIOŁACH
Poszatkuj szczypiorek, koperek i natkę pietruszki, wymieszaj z oliwą oraz czosnkiem zmiażdżonym z solą i pieprzem. Nafaszeruj tym pstrąga, a potem zawiń w folię z odrobiną masła. Piecz na grillu lub w piekarniku. Podawaj z panierowanymi maślakami z patelni i młodymi ziemniaczkami z koperkiem.
Paweł poleca przepis Kasi Golec: KURZE NÓŻKI Z CYTRYNKĄ
Weź: 10 nóżek kurczaka, 4 cytryny (umyte, w ćwiartkach), nieobrane ząbki czosnku (1 główka), świeży rozmaryn, 1/4 szklanki oliwy z oliwek, sól, pieprz. Ułóż mięso w żaroodpornym naczyniu, przemieszaj z dodatkami. Piecz ok. 1,5 godziny w temperaturze 180°C. Podawaj ze świeżutką bagietką.



