Naszą modelkę ubrała firma TARANKO, www.taranko.com, zdjęcia: SGM, stylizacja i makijaż: Katarzyna Misiak; fryzura: Monika Stępowska, Salon Beaty Potocznej, Corte del Sole
modelka: Sylwia, wiek:30lat, wzrost:170cm, waga:65kg, biust:96cm, talia:80cm, biodra:102cm
Od kiedy pamiętam zawsze miałam problemy z nadwagą, za szerokie biodra i zbyt masywne uda. W liceum stosowałam różne diety. Ale chudłam najwyżej dwa-trzy kilogramy i szybko wracałam do poprzedniej wagi. To zniechęcało! Brakowało mi prawdziwej mobilizacji i konsekwencji. Na co dzień jednak nie myślałam o swojej nadwadze: problem zaczynał się dopiero wtedy, gdy nie mogłam wbić się w kolejną parę spodni. Wtedy znowu obiecywałam sobie, że tym razem na pewno schudnę. I tak w kółko.
Pomógł mi Klub
Zaczęłam pracować, wyszłam za mąż, a kilogramów przybywało mi coraz więcej. Nie martwiło mnie to specjalnie, bo mąż akceptował mnie taką, jaką byłam.
Gdy jednak zaszłam w ciążę, przytyłam ponad miarę. W dziewiątym miesiącu ważyłam aż 96 kilogramów. Po porodzie, po raz pierwszy postanowiłam poważnie wziąć się za swoją tuszę. Trochę pomogła mi w tym alergia syna, bo póki karmiłam piersią, dużo produktów było dla mnie zakazanych i niewiele mogłam jeść. Prawdziwy przełom nastąpił wtedy, kiedy zapisałam się do Klubu Puszystych w Wiśle. Zawsze byłam sprawna fizycznie, lubiłam ćwiczyć. A więc z przyjemnością chodziłam na gimnastykę do Klubu prowadzonego przez panią Marzenę Kwiatkowską. Zaczęłam stosować się też do rad naszej instruktorki. Ograniczyłam słodycze, piłam dużo wody, ostatni posiłek jadłam nie później niż o osiemnastej. Dwa razy zastosowałam również dietę 1000 kcal. No i ruszałam się dużo więcej. Mieszkam w górach, a więc zimą zawsze jeżdżę na nartach, a gdy nie ma śniegu, razem z mężem jeździmy na rowerach górskich: można się wtedy nieźle spocić i stracić mnóstwo kalorii. Zrzucając 11 kilogramów w ciągu niemal dwóch lat, na pewno nie pobiłam rekordu szybkości, ale myślę, że dzięki wolnemu tempu chudnięcia teraz trzymam wagę. Po prostu zmieniłam styl życia. Dziś noszę ubrania o trzy rozmiary mniejsze i nie mam kłopotów z kupieniem sobie dżinsów.
Nowa figura, nowa fryzura
Szczupła sylwetka inspiruje, dlatego gdy schudłam, coraz częściej myślałam o nowej fryzurze. Ale nigdy nie miałam pomysłu na swoje włosy. Nosiłam je długie, bo takie łatwo dają się związać w kucyk i nie przeszkadzają w pracy (jestem rehabilitantką). Nigdy ich nawet nie farbowałam. Dlatego gdy zadzwonili do mnie z „SuperLinii”z propozycją udziału w sesji zdjęciowej, postanowiłam wykorzystać okazję. Byłam gotowa na duże zmiany, więc bez problemu zgodziłam się na ścięcie włosów niemal o połowę, zrobienie grzywki i zmianę koloru na ciemniejszy, bardziej wyrazisty. Z sesji wróciłam nie tylko z nową fyzura, ale i z nową sukienką, bo jedna dobra zmiana zawsze pociąga nastepną.




