Złota skóra kojarzy się z wakacjami, piękną pogodą. Gdy jesteś opalona, czujesz się ładniejsza i... szczuplejsza. W drogeriach półki uginają się od specyfików, które pomogą osiągnąć upragniony brąz bez narażania skóry na przedwczesne starzenie, wysuszenie i przebarwienia.
Brązujące minerały
Kosmetyki z ich zawartością to prawdziwy makijażowy hit – pudry mineralne znajdują się w ofercie wszystkich większych firm.
Warto się nimi zainteresować nie tylko dlatego, że delikatnie przyciemniają skórę. Nie zawierają (albo prawie nie zawierają) sztucznych barwników, substancji zapachowych ani konserwantów, nie uczulają. Są lekkie, a więc idealne na lato, kryją jednak tak intensywnie, że mogą zastąpić podkład. Wiele z nich nazywanych jest zresztą podkładami mineralnymi, choć są sypkie.
Można nimi przyciemniać skórę na twarzy i na ciele. Zwykle mają dołączony praktyczny pędzel do nakładania. Taki puder będzie wyglądał ładnie, gdy zaaplikujesz go na dobrze nawilżoną skórę kolistymi ruchami. To dobry kosmetyk dla osób, które dopiero uczą się używania brązerów. Puder mineralny daje delikatny i naturalny efekt. Nie trzeba nim pokrywać całej skóry, wystarczy musnąć policzki, nos, czoło, brodę, obojczyki i dekolt. Warto poeksperymentować, stosując go do przyciemniania skóry na nogach.
Nogi – tylko opalone!
Rzeczywiście, zupełnie białe nie robią najlepszego wrażenia, a katowanie się przez całe lato noszeniem rajstop nie ma sensu. Zamiast samoopalacza możesz użyć sprytnego kosmetyku, zwanego rajwwstopami w sprayu albo podkładem do nóg. Spryskujesz nim skórę, która od razu nabiera pięknego, opalonego odcienia. Kosmetyk zmywa się bez śladu wodą i mydłem. Jednak stosując go, dość trudno uzyskać naturalny kolor stóp (rozpryskując się, barwi także paznokcie).
Muśnięcie barwy
Sympatię użytkowniczek zdobyły przebojem balsamy i mleczka delikatnie brązujące, mające przeważnie w nazwie określenie „summer skin” albo „holiday skin”. Stosuje się je jak zwykły balsam do ciała. Łączą dwie funkcje: nawilżają skórę i stopniowo nadają jej leciutko złotawy kolor. Efekt ich używania jest widoczny po trzech-czterech dniach. Skóra wygląda naturalnie, a nie jest blada. Są bardzo praktyczne: ich nakładanie nie wymaga wprawy, ciało nie potrzebuje specjalnego przygotowania, a prawdopodobieństwo powstania smug i plam jest minimalne. Działają na takiej samej zasadzie, jak samoopalacze, tylko stężenie substancji aktywnej jest w nich mniejsze.
Nagroda dla dokładnych
Najtrudniej przyciemniać skórę samoopalaczem. Tylko mistrzyniom precyzji udaje się nałożyć go tak, by uniknąć smug i plam, błyskawicznie zdradzających pochodzenie „naturalnej opalenizny”. Jeśli jednak kusi cię, żeby spróbować, skorzystaj z kilku rad. Najpierw bardzo dokładnie wymasuj całe ciało gruboziarnistym pilingiem, żeby wygładzić naskórek i usunąć jak najwięcej martwych, zrogowaciałych komórek. To one najszybciej ciemnieją pod wpływem samoopalacza i są odpowiedzialne za nierównomierne rozłożenie koloru. Nie używaj pilingu zawierającego oleje roślinne czy inne substancje natłuszczające. Pozostają one na skórze, tworząc wyczuwalny film. Zwykle ta delikatna warstewka jest pożądana, bo uelastycznia skórę i chroni ją przed utratą wilgoci, ale tym razem może tylko skomplikować sprawę, utrudniając samoopalaczowi działanie. Zaraz po spłukaniu pilingu i osuszeniu się wetrzyj w ciało balsam nawilżający. Odczekaj chwilę, żeby dobrze się wchłonął, potem nanoś samoopalacz. Rób to szybko, zdecydowanymi ruchami, zaczynając od stóp i przesuwając dłonie w górę. Na zakończenie zastosuj sprawdzoną sztuczkę: zwilż wodą cienką rękawicę frotté, wyżmij i tylko leciutko wilgotną przetrzyj dokładnie całe ciało. To pozwoli wyrównać warstewkę samoopalacza i uzyskać jednolity kolor. Od razu wyszoruj dłonie i paznokcie szczoteczką, w przeciwnym razie staną się żółte! Odczekaj kwadrans, zanim się ubierzesz, a i tak na wszelki wypadek włóż raczej ciemną bieliznę i ubranie. Uzyskany efekt będzie wart całego tego zachodu!
Luksus w gabinecie
Zabieg opalający możesz sobie zafundować u kosmetyczki. Trwa 90 minut. Składają się na niego: piling ciała, nawilżanie i wsmarowanie samoopalacza. Kosmetyczka nałoży go dokładniej niż ty i bez problemu dosięgnie miejsc dla ciebie niedostępnych, np. pleców. Popularne jest też opalanie natryskowe, czyli airbrush. Kosmetyczka specjalnym rozpylaczem nanosi na ciało preparat, który nadaje mu przyciemniony koloryt. Efekt utrzymuje się kilka dni. Zaraz po zabiegu nie należy się myć, ale po kilku godzinach możesz wskoczyć po prysznic.
Pamiętaj o filtrach
Kolor uzyskany dzięki preparatom samoopalającym nie chroni cię przed prawdziwym słońcem! Zawarta w nich substancja zabarwia tylko naskórek. Nie powstaje natomiast melanina – naturalna bariera dla promieni słonecznych. Jeśli więc przed urlopem posmarujesz się kilka razy samoopalaczem, kontakt ze słońcem zaczynaj jak osoba zupełnie nieopalona. Zawsze używaj kremów czy balsamów z wysokim filtrem i na początku ogranicz opalanie do kilkunastu minut rano i po południu.
Dobierz odcień
Efekt odwrotny do zamierzonego na pewno osiągniesz, jeśli będziesz się starała naśladować opaleniznę zbyt ciemnym podkładem. Nie da się go nałożyć i normalnie funkcjonować przez kilka godzin tak, żeby oszustwo było niewykrywalne. Zdradzi cię jasna skóra na linii włosów, na uszach, szyi i dekolcie. W lusterku możesz tego nie widzieć, ale osoby z twojego otoczenia dostrzegą od razu, że coś tu jest nie tak.



