Czy to ty, Ewelina?
Kiedy schudła, znajomi nie poznawali jej na ulicy. Kiedy chciała wyjechać za granicę, miała problemy, bo celnik nie chciał uwierzyć, że na zdjęciu w paszporcie jest ta sama dziewczyna, która przed nim stoi! Ale Ewelina jest dumna, że na stałe zmieniła swój wizerunek.
Twarz z okładki
Sukces Eweliny, która jako nastolatka ważyła ponad 100 kg, po czym zrzuciła ponad 30 kg, redakcja SL postanowiła uczcić nie tylko wewnątrz numeru, ale i na okładce. To był strzał w dziesiątkę. Zmieniło się życie Eweliny, ale zmieniła się też „SuperLinia”. Od tamtej pory co miesiąc historie „dziewczyn z okładki” dosłownie elektryzują czytelniczki.
Choć od opublikowania mojej historii odchudzania miną we wrześniu dwa lata, do dziś dostaję listy od ludzi, których mój sukces motywuje do odchudzania. Piszą, że wciąż są pod wrażeniem, a ja stałam się dla nich autorytetem w gubieniu zbędnych kilogramów. Znajdują mnie na portalach internetowych i nawet ostatnio jedna pani napisała do mnie, że okładkę „SuperLinii” z moim zdjęciem do dziś ma przypiętą na lodówce i to motywuje ją do odchudzania. W ten sposób czuję się tak, jakbym miała wielu nowych znajomych, przyjaznych mi ludzi. Skoro moja historia jest dla nich motywacją, to z drugiej strony informacje od nich motywują mnie, żeby trzymać wagę! I tak się dzieje do tej pory. Schudłam wtedy 35 kilogramów, ze 104 do 69. Dziś ważę 62 kg.
Dawne „miłości” i jojo – już za mną!
Kiedyś uwielbiałam słodycze, obfite obiady i kolacje. Choć jako dziecko byłam szczupła, jednak od szkoły podstawowej stawałam się coraz grubsza. Znajomi, co prawda, akceptowali mnie i moje gabaryty, ale ja nie mogłam siebie znieść.
I faktycznie, kiedy schudłam, a moje zdjęcie pojawiło się na okładce „SuperLinii”, odezwało się sporo moich dawnych znajomych, nawet tych których uważałam za dawne „miłości”.
Usłyszałam, że teraz żałują, bo dopiero teraz odkryli, jaka jestem ładna. Ale to w rzeczywistości jest dla mnie smutne. Zrozumiałam, że jednak mój dawny wygląd był przeszkodą w kontakcie ze mną. Dziś trudno byłoby mi zaufać komuś, kto dostrzega moje piękno dopiero wtedy, gdy schudłam.
Teraz cieszę się życiem, poznałam kogoś, kogo kocham. Nareszcie mogę swobodnie wybierać ubrania. Kiedyś kupowałam je tylko w ciucholandach w rozmiarze 50. W sklepach nic nie mogłam na siebie wcisnąć. Efekt jojo chyba już mi nie grozi. W ciągu tych dwóch lat oczywiście zdarzało mi się przytyć dwa–trzy kilogramy, ale kiedy tylko to zauważam, zaraz wracam do krótkotrwałej surowszej diety.
Systematycznie i z „SuperLinią”
Od czasu do czasu zjem coś słodkiego, na święta albo na jakiejś imprezie, ale jeśli jest tego za dużo, po prostu źle się czuję i nie mam już ochoty na więcej. W ten sposób nie pojawiają się zbędne kilogramy. Ćwiczę czasem, choć już nie tak intensywnie, jak w trakcie odchudzania, ale to nie szkodzi, bo i tak na-dal trzymam wagę i kondycję. Mam jeszcze nawyki z czasu przed odchudzaniem. Wciąż np. krępuję się rozebrać na plaży w stroju dwuczęściowym. W tym roku postanowiłam to jednak zmienić. Choć chętnie zrzuciłabym jeszcze z 4–5 kilogramów, to i tak bardzo cieszę się i jestem dumna z mojego sukcesu. A „SuperLinia” jest dla mnie najważniejszym poradnikiem. Historie osób, które schudły, motywują mnie, żeby systematycznie dbać o siebie. Ewelina




