27.04.2007 r.
Dlaczego się odchudzam? Po pierwsze, mam mało rzeczy, a w te, które mi jeszcze zostały, niedługo już się nie wcisnę (78 kg przy wzroście 152 cm). Po drugie, 24 maja wyjeżdżam na turnus rehabilitacyjny do Polańczyka i też chciałabym odrobinę lepiej wyglądać. Po trzecie, nie chcę stracić 200 zł na obiad dla koleżanek, z którymi się założyłam, że do 1 czerwca schudnę 5 kg. Chodzę na basen, wykorzystuję też karnet chorej córki. Ale waga nie idzie w dół, wręcz przeciwnie – w górę. Myślę, że macza w tym palce menopauza i moja słaba wola.
3.05.2007 r.
Byłam 5 razy na basenie, raz na rajdzie, na którym przeszłam 13 kilometrów, chodziłam na dłuższe i krótsze spacery z psem, całkowicie zrezygnowałam ze słodyczy i schudłam 1,2 kg. Waga mnie nie satysfakcjonuje.
9.05.2007 r.
Od trzech dni jestem na diecie plaż południowych. Zjada się wybrane rodzaje warzyw, chude mięso, ryby, jaja, rezygnuje się zupełnie z owoców (dziś nie wytrzymałam i zjadłam trochę winogron), mleka, płatków, pieczywa, ziemniaków, ryżu, makaronu (uszczknęłam trochę bez sosu), kawy, alkoholu, mocnej herbaty, soków owocowych. Gdyby nie te dwa grzeszki, byłabym z siebie zadowolona, choć waga ani drgnie.
21.05.2007 r.
Dziś ważę 3,5 kg mniej w stosunku do wagi z 27 kwietnia. Jutro wyjeżdżam w Bieszczady. Jestem potwornie zmęczona, bo na urlopie nie byłam chyba od siedmiu lat. Martwię się moimi wynikami: mam podwyższony cukier i cholesterol.
Zrezygnowałam z jajek, przeszłam na pomidory, ogórki i serki. Dieta nie jest dla mnie ciężarem, traktuję ją swobodnie, nie mogę sobie poradzić z obsesją – codziennym ważeniem.
8.06.2007 r.
Dwa tygodnie turnusu rehabilitacyjnego minęły jak z bicza trzasnął. Skorzystałam z kąpieli, biczów, masaży, spacerów i trochę schudłam. Ważę 73 kg. Od początku akcji schudłam 5 kg. Poważnie myślę o zmianie diety z uwagi na podwyższony cukier.
15.06.2007 r.
Waga odrobinkę poszła w górę. Myślę, że uda mi się coś z tym zrobić. Biorę udział w testowaniu nowego leku na astmę. Badania pozwalają mi śledzić stan zdrowia. Dowiedziałam się, że obniżył mi się cukier i cholesterol, po lekach ustabilizowało mi się ciśnienie. Czuję się lepiej. Jem mniej mięsa, rzadko jajka, za to dużo owoców, nabiału, warzyw. Nie piję kawy, tylko herbatki ziołowe i wodę mineralną. Wczoraj zjadłam loda i 2 pierroty, ale nie mogłam się powstrzymać. Przez cały czas funkcjonuję bez cukru. Żałuję, że konkurs się kończy, bo w lipcu zamierzam bywać codziennie na basenie, a przynajmniej co drugi dzień. Nikt nie zauważył, że straciłam na wadze, ale stwierdzono, że mam lepszą sylwetkę.
18.06.2007 r.
Było tak pięknie, ale się skończyło. Przez ostatni weekend sobie pofolgowałam i dziś na wadze było o 1,2 kg więcej, czyli 74,3 kg. Kupno „SuperLinii” uzmysłowiło mi, że niedługo koniec akcji. Mam jeszcze 12 dni.
22.06.2007 r.
Nie mogę zejść poniżej 74 kg. Ale jeśli chodzi o dzień dzisiejszy, to testowanie leku i związana z tym seria badań zmusza mnie do głodówki. Dziś zaczynam 53. rok życia. Chciałabym wykształcić w sobie wytrwałość, terminowość, systematyczność, silną wolę. Wydaje mi się, że mnie i innym byłoby lepiej.
1.08.2007 r.
Naprawdę nie mam się czym pochwalić (3,1 kg), mimo że przez cały lipiec chodziłam na basen 3 razy w tygodniu. Sądzę, że odchudzanie w moim wieku to walka z wiatrakami. Ale nie mam zamiaru sobie odpuszczać i dziś, 1 sierpnia, zaczynam znów walkę z wagą wyjściową 75,1 kg.
Anna



