-
- Przed, fot. zbiory prywatne
-
- Płaszcz, Neckermann, 299 zł; bluzka, Neckermann, 79 zł; spodnie, Quelle, wzór; buty, Quelle, 90 zł
zdjęcia: SGM, stylizacja i makijaż: Katarzyna Misiak, fryzura: Beata Potoczna, Salon Corte del Sole, naszą modelkę ubrała firma Quelle Polska
modelka: Marzena, wiek:37lat, wzrost:170cm, waga:67kg, biust:92cm, talia:68cm, biodra:96cm
Nigdy nie byłam bardzo chuda, ale też nie miałam problemów z nadmiarem kilogramów. Dlatego diety odchudzające znałam tylko z gazet i nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby zacząć się odchudzać. Akceptowałam swoje ciało, przyzwyczaiłam się do swojego wizerunku, jaki codziennie widziałam w lustrze. Jadłam to, co chciałam i ile chciałam. Pewnie byłoby tak do dziś, gdyby nie... zdjęcia z wakacji. Pojechałam na urlop do Egiptu i stamtąd przywiozłam mnóstwo fotografii, również takich w kostiumie kąpielowym. Gdy je obejrzałam, załamałam się, bo do tamtej pory nie byłam świadoma, że w międzyczasie aż tak utyłam.
Pora na zmiany...
...pomyślałam, oglądając siebie na tych zdjęciach: patrzyłam na wystający brzuch i fałdki tłuszczu. Trudno było mi zaakceptować swój, ale dla mnie nowy wizerunek. Nie chciałam już tak dłużej wyglądać, zwłaszcza że moja koleżanka – towarzyszka z wakacji, choć starsza, figurę miała dużo lepszą i szczuplejszą od mojej. Te zdjęcia spowodowały wstrząs i stały się dobrą motywacją, aby zmienić sposób jedzenia.
W tym czasie poznałam też nowego mężczyznę i zakochałam się w nim. To podwójnie zmotywowało mnie do działania. Postanowiłam się nie głodzić, ale też nie bardzo mogłam zastosować jakąś konkretną dietę odchudzajacą, bo pracuję 10-11 godzin dziennie i trudno jest mi dostosować się z posiłkami do szczegółowych wymogów specjalistycznego menu.
Nowy jadłospis
Przede wszystkim postanowiłam mniej jeść: wszystkie posiłki zredukowałam więc o połowę. Jasne pieczywo zastąpiłam ciemnym. Przestałam jeść słodycze: wyrzuciłam z jadłospisu wszystkie słodkie przegryzki, przestałam kupować batoniki, a na deser jeść ciasto. Pozwoliłam sobie tylko na słodzenie herbaty – półtorej łyżeczki. „Odchudziłam” także wszystkie swoje potrawy: do sosów przestałam dodawać śmietanę, do kawy dolewałam mleko 1,5 proc. tłuszczu, a nie 3,2 proc., jak wcześniej. Piłam też co najmniej 1,5 litra wody z dodatkiem cytryny, przestawiłam się na jogurty i sery light. Zaczęłam czytać etykietki produktów, które kupowałam, i wybierałam tylko te najmniej kaloryczne. Przestałam jeść tłuste mięso, częściej sięgałam po chudy drób, który nauczyłam się przyrządzać na mnóstwo niskokalorycznych sposobów. Zaczęłam jeść dużo więcej warzyw niż przedtem . Często do pracy na obiad przynosiłam zrobioną w domu sałatę, żeby uniknąć pokusy „zapchania się” jakąkolwiek bułką czy batonikiem.
Sprytne wspomagacze
Tę żywieniową rewolucję udało mi się przeprowadzić z pomocą dwóch specyfików wspomagających odchudzanie. Pierwszy z nich to błonnik, który brałam przez kilka pierwszych miesięcy wprowadzania w życie nowego sposobu odżywiania. Dzięki niemu niemal bez uczucia ssania w żołądku udało mi się zmniejszyć dotychczasowe porcje o połowę. Drugi to chrom. Myślę, że regularne przyjmowanie tabletek z chromem pozwoliło mi zwalczyć niepohamowany apetyt na słodycze. Później organizm odzwyczaił się od słodkości i nie musiałam już łykać chromu. Dziś w ogóle nie kuszą mnie czekoladki i ciastka.
W ciągu pół roku schudłam 10 kilogramów i cały czas trzymam wagę. Teraz wchodzę w rozmiar 38. Nowe zasady odżywiania nie męczą mnie, bo nie odczuwam głodu. Myślę, że swój sukces zawdzięczam zmianie jadłospisu na stałe, a nie żadnej konkretnej, krótkoterminowej diecie. Pewnie dlatego utrata wagi jest stała. Nie mam figury modelki, ale jestem w pełni usatysfakcjonowana moją nową, szczuplejszą sylwetką.


