-
- Tunika 129 zł, spodnie 129 zł, H&M; buty 129 zł, Bershka; torebka 119,90 zł, Wallis; kolczyki 56 zł, naszyjnik 69 zł, Marks & Spencer
-
- Sukienka 269,90 zł, bransoletka 79,90 zł, Wallis; buty 249 zł, torebka 229 zł, Nine West; kolia 63 zł, Marks & Spencer
modelka: Ela
wiek:23lata, wzrost:162cm, waga:60kg, biust:92cm, biodra:93cm, talia:70cm
W dzieciństwie byłam bardzo szczupłą, rozbrykaną dziewczynką, ale gdy przyszedł okres dojrzewania, zaczęłam przybierać na wadze. W ciągu roku utyłam 20 kilogramów. Nikt nie wiedział, dlaczego. Pediatrzy bezradnie rozkładali ręce i powtarzali: „Otyłość prosta; mniej jeść, więcej się ruszać”.
Bezdroża odchudzania
Moją wielką miłością była medycyna. Zdawałam więc sobie sprawę z różnych zagrożeń, jakie niesie nadmierna tusza. Wiedziałam, że robię wszystko tak, jak trzeba, ale mój organizm dawał zupełnie inne sygnały. Dużo ćwiczyłam, brałam L-karnitynę. Byłam bardzo sprawna, a jednak wciąż coraz krąglejsza. Miałam 15 lat i ciało z postępującym cellulitem, rozstępami. Na ogromne piersi musiałam szyć staniki na miarę. Zmagałam się z otarciami pod biustem, pod pachami, na udach i ramionach. Byłam przedmiotem żartów rówieśników. Wstydziłam się chodzić na basen. W liceum przeszłam 21-dniową głodówkę, po której nastąpił efekt jojo. Pewna lekarka leczyła mnie bioprądami i dietą dr. Kwaśniewskiego. Tu jednak zastrajkowała moja fizjologia. W pogoni za dietą-cud trafiłam nawet do bioenergoterapeuty. Nie poszłam na studniówkę, bo źle czułam się we własnym ciele.
Zdałam na studia, a waga wciąż rosła. W Instytucie Żywności i Żywienia dostałam kartkę z lakonicznymi poradami i możliwość zapisania się na kolejną wizytę za pół roku. W tym właśnie czasie zmieniłam lekarza rodzinnego. Nowa lekarka zainteresowała się moją kondycją i znalazła dla mnie Centrum Leczenia Otyłości. Tam usłyszałam, że to, co mi proponują, to nowy styl życia, a nie dieta.
Start w nowe życie
Mocno wzięłam się za siebie. Całościowo. Wstawałam o szóstej rano, brałam zimny prysznic. Wieczorem smarowałam ciało balsamami wyszczuplającymi. Czasami byłam już na nogach o piątej rano, aby ugotować obiad, zrobić kanapki na cały dzień i zapakować jedzenie do plecaka. W telefonie ustawiłam alarmy na pory posiłków o 10, 13, 16:30 i 18. Po roku znajomi na studiach przestali się ekscytować, gdy wyciągałam kanapki lub otwierałam pudełko z obiadem. Chudłam, ale efekt wciąż nie był dla mnie satysfakcjonujący. Aż zakochałam się na zabój. Zaczęłam, stosując tę samą dietę, chudnąć w tempie ekspresowym. Dodatkowo łykałam suplementy: z wyciągiem z ananasa, kofeiną, CLA, zieloną herbatą i L-karnityną. Gdy schudłam, postanowiłam „wyretuszować” swoje ciało. Zrobiłam sobie mikrodermabrazję na rozstępy i zabiegi antycellulitowe. Teraz regularnie pilinguję ciało, używam antycellulitowego żelu pod prysznic, masuję się rękawicą z sizalu. Regularnie chodzę do kosmetyczki.
Cudowna lekkość bytu
Wreszcie czuję się cudownie lekko i smakuję swoje szczęście. Mogę nosić dopasowane bluzki i spódnice. W prezencie imieninowym dostałam strój kąpielowy i zaczęłam odwiedzać basen. Udało mi się spełnić skryte plany, które drzemały we mnie od lat. Był to proces długi i ciężki: drobiazgowa dieta, leki, siódme poty wyciskane w fitness klubie, chwile załamań i upadków. Nadszedł czas na pozbycie się kompleksów i zahamowań, które przez lata mnie krępowały. W tej chwili jestem w bardzo szczęśliwym związku. Spożytkowałam też swoją wiedzę i doświadczenie z okresu zmagań z kilogramami. Zaczęłam organizować warsztaty na temat zdrowego komponowania posiłków („Mój talerz to mój mądry wybór – racjonalne odżywianie”), bo znam się na tym naprawdę świetnie.
Sprzymierzeńcy odchudzania
- Budzik w komórce nastawiony na pory posiłków
To on trzymał mnie w ryzach i dzięki niemu, mimo niskokalorycznej diety, nie czułam się głodna. Gdy dzwonił, wiedziałam, że nadeszła „pora karmienia” i sięgałam po kanapkę lub pudełeczko z obiadem. Wszyscy na studiach i w pracy szybko się przyzwyczaili: nie budziłam zdziwienia.
- Kosmetyczka, dzięki której polubiłam swoje ciało
Wyprowadziła moją cerę z niebytu i namówiła do malowania się (to był strzał w dziesiątkę!). Nauczyła mnie filozofii dbania o siebie: pokazała, że troska o swój wygląd jest nie tylko dozwolona, ale i pożądana. To część budowania swojego pozytywnego wizerunku.
- Miłość, bo dodaje pewności siebie i uskrzydla
Przede wszystkim trzeba pokochać i zaakceptować siebie, żeby znaleźć siły do wprowadzenia w życie zmian, co – zwłaszcza na początku – jest trudne i niewdzięczne. A dodatkowe wsparcie ukochanej osoby ułatwia tę akceptację i daje mnóstwo energii potrzebnej do walki z nadwagą.
***
zdjęcia: SGM, stylizacja i makijaż: Katarzyna Misiak, fryzura: Marzena Śliwecka, salon Beaty Potocznej Corte del Sole


