Nikt nie zrozumie kobiety tak dobrze, jak druga kobieta. Z nikim innym nie przeanalizujemy swoich problemów tak dogłębnie, by w końcu znaleźć rozwiązanie. Lubimy i doceniamy swoje towarzystwo. Porozumiewamy się znacznie łatwiej niż z mężczyznami. Ale pytane, z kim wolałybyśmy pracować, zwykle wybieramy... mężczyzn. I to ich wskazujemy jako przykład solidarności, lojalności czy braku zawiści.
Wygląda na to, że najgorsze zdanie o kobietach mają często... same kobiety. Jakbyśmy w gruncie rzeczy zgadzały się ze stereotypowymi opiniami o babach i dowcipami o blondynkach. Statystycznie jest nas więcej niż mężczyzn; mogłoby się wydawać, że w tym leży nasza siła. Wciąż jednak stanowimy większość... znacznie mniej liczną w sprawowaniu władzy, na kierowniczych stanowiskach. Stanowiąc większość, zachowujemy się jak mniejszość: głosujemy na mężczyzn i trzymamy z mężczyznami. Bezmyślnie utrwalamy te same stereotypy, które nas rażą i ranią.
Współpraca w pracy
Wprawdzie ubolewamy głośno nad małą liczbą kobiet piastujących odpowiedzialne stanowiska, ale w gruncie rzeczy wolimy, gdy szef jest mężczyzną. W rezultacie – im wyższy szczebel, tym mniej na nim kobiet, jakby w myśl rozgraniczenia: kto rządzi, kto sprząta. Dotyczy to jednak tylko środowisk mieszanych.
Jak dowodzą badania, w grupach homogenicznych (typowo męskich lub typowo kobiecych) awans zawodowy przebiega podobnie i – bez względu na płeć – zależy od cech indywidualnych, od temperamentu i osobowości. Krytykowanie „babińca” jako siedliska napięć i scysji wybuchających wskutek rywalizacji i braku solidarności jest więc pozbawione sensu. Te negatywne zjawiska pojawiają się dopiero w grupach mieszanych, gdzie o pozycję, awans i uznanie kobiety zmuszone są walczyć z mężczyznami, którzy przywykli zajmować wyższe szczeble w hierarchii zawodowej – zawsze je przecież zajmowali w patriarchalnym społeczeństwie, długo nie dopuszczając „konkurencji” (czyli kobiet) do nauki, pracy i kariery. Aby mieć satysfakcję i odnosić sukcesy, kobiety pracujące razem powinny uświadomić sobie, co je łączy. Wspierając się i współpracując, osiągniemy znacznie więcej niż starając się o umocnienie jednostkowej pozycji w świecie mężczyzn. Skoro w życiu prywatnym łatwiej porozumieć się z innymi kobietami, nic nie stoi na przeszkodzie, by przenieść tę łatwość także do pracy. Zamiast rywalizować, starajmy się nawzajem zrozumieć. Mamy przecież podobne potrzeby i często te same problemy. Inspiracją dla pracującej kobiety nie będzie mężczyzna na stanowisku; będzie nią kobieta, która odniosła sukces. Szukajmy więc inspiracji, współpracując z kobietami.
Przed kilku laty Instytut Spraw Publicznych ogłosił raport z badań nad zjawiskiem „szklanego sufitu”, czyli przeszkodami blokującymi kobietom drogę do awansu zawodowego. Oto wniosek: w celu przełamywania barier awansu kobiety muszą wykroczyć poza indywidualistyczne, często antykobiece strategie funkcjonowania w miejscu pracy i zacząć budować kobiecą solidarność, która w Polsce praktycznie nie istnieje. Traktujmy inne tak, jak same chciałybyśmy być traktowane.
Na złe, ale i na dobre
Kiedy miłość staje się klęską, nie dałybyśmy sobie rady bez empatycznego wsparcia innych kobiet. Przyjaciółki i koleżanki otaczają nas kokonem zrozumienia.
Zwieramy szeregi wobec wspólnego wroga; reagujemy solidarnie na wieść o przemocy domowej i o zdradzie. Niezbyt konsekwentnie, niestety... Jeśli ofiarą zdrady jest nasza przyjaciółka, złorzeczymy nie tylko niewiernemu mężowi, ale przede wszystkim „tej trzeciej”, odsądzając ją od czci i wiary i nazywając najpaskudniejszymi epitetami. Jeśli jednak „tą trzecią” staje się nasza przyjaciółka, za jej romans z żonatym mężczyzną obwiniamy... żonę, która najwyraźniej go nie kochała, nie rozumiała itd. Będąc wyrozumiałe dla bliskich nam kobiet, nie jesteśmy wyrozumiałe dla kobiet jako takich. Zresztą i bliskie nam kobiety mogą utracić naszą wyrozumiałość, jeśli po okresie totalnego cierpienia stają na własnych nogach i odzyskują formę. Spróbujmy potraktować sukces innej kobiety jako dobrą wróżbę dla siebie.
Kobiety w oczach kobiet
Każda z nas ma słabe punkty i kompleksy, toteż każdą – nawet pozornie najsilniejszą – można zranić. I nikt nie zrobiłby tego tak celnie, jak inna kobieta.
Nie musimy oceniać siebie łagodniej. Wystarczy, jeśli będziemy mierzyć wszystkich jedną miarą. Tymczasem, mimo tzw. równouprawnienia, w sferze obyczajowej wciąż taryfa ulgowa dotyczy mężczyzn. Narzekamy, gdy piją, ale w gruncie rzeczy traktujemy tę skłonność dość pobłażliwie. Podobnej pobłażliwości nie mamy dla pijących kobiet. Nietrzeźwy mężczyzna budzi gniew albo śmiech; nietrzeźwa kobieta budzi odrazę. Współczujemy niedzielnym tatusiom, ale gotowe jesteśmy napiętnować matkę, jeśli to nie ona wychowuje dzieci po rozwodzie. Mało kto używa określenia „stary kawaler”, ale staropanieństwo wciąż bywa wytykane. Niezamężna kobieta budzi politowanie. Jeśli nawet lubimy jej towarzystwo, na wszelki wypadek izolujemy ją od własnego męża i innych żonatych mężczyzn, twierdząc, że „nie czułaby się dobrze w towarzystwie par”.
Żadna kobieta nie jest dodatkiem do mężczyzny. Każda z nas ma prawo żyć po swojemu. Jeśli twoje wyobrażenie jest odmienne, spróbuj spojrzeć na sprawy z perspektywy innej. Zrozum, zamiast karcić i wydziwiać. Nie oceniaj, bo tym samym dałabyś prawo do oceniania siebie, a to – uwierz – niekoniecznie by ci się spodobało.




