W połowie lat 90. przygotowywaliście się państwo do otwarcia pierwszego Gymnasionu. Jakie to były czasy, jeśli chodzi o aktywność fizyczną Polaków?
Dziwne. Ludziom żyło się dostatniej, kupowali nowe samochody, telewizory, mieszkania, ale zaniedbywali siebie. W 1996 r. robiliśmy badania, z których wynikało, że bardzo wzrosła wtedy sprzedaż akcesoriów sportowych – ubrań, nart, rowerów. Sądziliśmy, że Polacy zaczną ćwiczyć, ale okazało się, że kupowali te towary po prostu dlatego, że wcześniej nie były dostępne. Nie poszła w ślad za tym zmiana stylu życia. Niewiele osób rzeczywiście zaczęło uprawiać sporty. Za to, wraz z poprawą stopy życiowej, pojawiało się coraz więcej ludzi otyłych.
A jak wyglądał wtedy fitness na Zachodzie?
Był już powszechny, dynamicznie rozwinął się na przełomie lat 80. i 90. W Wielkiej Brytanii kłopoty miały wtedy kina, bo ludzie przestali do nich chodzić, część została więc zaadaptowana na sale do ćwiczeń. Tam jednak społeczeństwo jest inne. Wystarczy spojrzeć, co się dzieje w parku w Londynie w ładny weekend. Ludzie biegają, trenują, bawią się, uprawiając gry zespołowe, a u nas wciąż robią to nieliczni.
Chyba jednak ostatnio zaczęliśmy wychodzić na prostą?
Tak, choć nie jest to zjawisko masowe – w Czechach ćwiczy dziś 10–11 proc. społeczeństwa, u nas tylko 1,5 proc. Coraz więcej osób czuje jednak potrzebę ruchu. Przekonują się, jak dużo może on im dać. Dzięki niemu nie tylko szczupleją, mają lepszą kondycję, poruszają się z większą gracją, ale też nabierają optymizmu, pewności siebie. Widząc efekty, są bardziej zmotywowani, by dbać o siebie: odważniej się ubierają, używają lepszych kosmetyków. Ćwiczą chętniej, bo odkryli w tym przyjemność.
Treningi większości z nas kojarzą się z wysiłkiem, dużym zmęczeniem...
To błędne podejście. Koncepcja fitnessu bardzo się zmieniła. W okresie, gdy był on szeroko lansowany za sprawą znanych osób, m.in. Arnolda Schwarzeneggera, rzeczywiście propagowano intensywne ćwiczenia na ciężkim sprzęcie, budujące masę mięśniową. Aerobik upowszechniany przez Jane Fondę ograniczał się do dynamicznych ćwiczeń przy muzyce dyskotekowej, o jednostajnej choreografii, pełnych podskoków i wyciskających siódme poty. Dzisiaj obserwuje się inne tendencje – kluby fitness nie kojarzą się już z dużym zmęczeniem, stały się miejscem, gdzie można miło i ciekawie spędzić czas, odprężyć się, poplotkować, poruszać dla zdrowia, a niekoniecznie jak zawodowy sportowiec. Wiele zajęć prowadzi się tak, by wręcz zminimalizować wysiłek. Dzisiejsze fitness kluby w niczym nie przypominają dawnych dusznych siłowni w piwnicach. Są komfortowe, ich właściciele dbają o wystrój wnętrz, kolorystykę, dodatki wykończeniowe, bo to wszystko jest ważne.
Niektórych niegdyś modnych treningów, np. callanetics, dziś w klubach nie ma...
Odpadło po prostu to, co niebezpieczne i nie sprawdziło się, było nudne. Ćwiczenia są w tej chwili bardzo urozmaicone. Aerobik czerpie z różnych tańców: jazzowych, afrykańskich, latynoskich, baletu, modernu, funky, stepu i in. Power bike, czyli jazda na rowerach na sali z innymi osobami, przy muzyce, pod okiem trenera, grupowe ćwiczenia z elementami boksu, taniec brzucha – to wszystko jest w fitness klubach nowe. Na sale klubów trafiła joga, tai-chi. Treningi te wybierają ludzie, którym zależy nie tylko na ładnej sylwetce, ale też na kształtowaniu psychiki, rozwoju duchowym. Zajęcia stopniuje się pod względem zaawansowania, niektóre przewidziane są dla osób, które wcześniej w ogóle się nie ruszały.
Czyli do klubów nie chodzą już tylko młodzi, szczupli i wysportowani?
Oferta jest naprawdę dla każdego, fitness bardzo się wyspecjalizował, czerpie wiele z technik rehabilitacyjnych, np. piłka do zajęć fit ball była niedawno wykorzystywana tylko w ortopedii. W ostatnich latach opracowano treningi dla osób ze schorzeniami kręgosłupa, kobiet w ciąży, młodych matek, które chciałyby szybko odzyskać formę i figurę po porodzie. Jednym z podstawowych zadań fitnessu jest zapobieganie urazom. W tym celu musimy zbudować silny gorset mięśniowy, który chroni układ kostny. Gdy mamy słabe mięśnie, jesteśmy narażeni na kontuzje, ciężko nam się chodzi, boli nas kręgosłup. Nowoczesne zajęcia fitness zostały pomyślane tak, by ułatwić ludziom funkcjonowanie w codziennym życiu, w różnych aspektach. Mogą przy okazji nauczyć podstaw samoobrony czy wpłynąć na poprawę relacji z partnerem. Wśród pań popularny jest trening sexy class, który wyzwala kobiecość, zmysłowość, pomaga pokonać własne zahamowania.
Na pewno współczesne urządzenia do fitnessu dają też dużo nowych możliwości?
Sprzęt do ćwiczeń kardio czy siłowych w zasadzie się nie zmienił. To tak jak w motoryzacji – są nowe modele samochodów, ale cały czas jedziemy na kołach do przodu, tylko trochę szybciej i wygodniej. Pojawiły się zaś urządzenia, których celem jest przyspieszenie tego, co człowiek chce osiągnąć, czyli np. sprzęt do biostymulacji, niwelujący tkankę tłuszczową w wyniku delikatnego oddziaływania prądem, czy platformy wibracyjne, których drgania mają wpływać na kształtowanie mięśni, przyspieszać przemianę materii itd. Podchodzę do tego ostrożnie, bo uważam, że aktywności fizycznej nie da się niczym zastąpić. Godne polecenia są zaś urządzenia, na których trening naśladuje naturalny ruch w terenie: rowery stacjonarne, ergometry wioślarskie, bieżnie. Ćwiczenia na nich są komfortowe i bezpieczne. Jogging na nierównym czy twardym podłożu, jakim jest asfalt, obciąża stawy i powoduje dużo kontuzji, zaś sprzęt w fitness klubie zapewnia dobrą amortyzację. Warto też wspomnieć, że najlepiej nam się ćwiczy i najszybciej spalamy tkankę tłuszczową w temperaturze ok. 20°C. Zimą, gdy trenujemy na dworze, organizm musi walczyć z różnicą temperatur, co spowalnia te procesy. Nowoczesne fitness kluby stwarzają warunki do idealnego treningu przez cały rok.



