Do udziału w programie zgłosiło się około 300 kobiet. Według jakich kryteriów wybierano bohaterki?
Decydowały motywacja i charakter problemu. Najczęściej kobiety skarżyły się, że „nienawidzą” swojego ciała, nie chcą się rozebrać nawet przed mężem. Postrzegały się o wiele gorzej, niż rzeczywiście wyglądały. Nie kierowaliśmy się zupełnie tuszą kandydatki. Wybieraliśmy te, które potrzebowały metamorfozy – bo zgłaszały się również panie, którym tak naprawdę niczego nie brakowało. Odpadły również osoby w złym stanie psychicznym. Co do wieku kandydatek, byliśmy zobligowani licencją. Twórcy programu uznali, że powinny mieć od 20 do 50 lat.
Ile osób liczy ekipa?
Program prowadzi stylista Piotr Sałata. Moją asystentką w tym programie jest Justyna Dworczyk, z którą na co dzień prowadzę firmę. Są jeszcze dwie stylistki, Alicja Werniewicz i Patrycja Dławichowska, Ewa Michalak, braffiterka (red. osoba biorąca miarę), stylista fryzur Tomasz Burkacki, Mira Kuligowska, charakteryzatorka i wizażystka, oraz kilka osób z salonu CeCe, w którym odbywały się zdjęcia: kosmetyczka, manikiurzystka...
Jakim zabiegom były poddawane bohaterki?
Tylko nieinwazyjnym, poprawiającym ich samopoczucie. Dostosowanym oczywiście indywidualnie do potrzeb, do skóry. Najpierw każda kandydatka była oceniana przez panią kosmetolog. Podstawowe zabiegi to te wszystkie tortury: henna, depilacja, które są warunkiem ładnego, zadbanego wyglądu. A później już same przyjemności kosmetyczne: oczyszczanie twarzy, pilingi, drenaż w kapsule, masaże gorącymi kamieniami czy na przykład zabiegi czekoladowe. Oczywiście manikiur, pedikiur... Po prostu staraliśmy się, my i Dorota Duda z salonu, sprawić naszym bohaterkom przyjemność.
Ile czasu poświęciła ekipa pojedynczej kobiecie, by ta była gotowa pokazać się bez ubrania?
Najpierw dokumentaliści jechali do kandydatki, żeby potwierdzić, czy rzeczywiście na podstawie listu, zdjęcia a później rozmowy telefonicznej dobrze wybraliśmy. Przygotowywali nagranie wideo. Po pewnym czasie do domu bohaterki znów jechała ekipa i bez uprzedzenia wyciągała zawartość jej szafy do kufrów, które razem z nią jechały do Warszawy. Po przyjeździe na miejsce robione były im zdjęcia w ich własnych ubraniach. Pozwalaliśmy im samodzielnie wybierać. Braliśmy na przykład spodnie bądź spódnicę, które wydawały nam się „słabe”. Pytałyśmy, co bohaterka zakłada do tej spódnicy. I te rzeczy były wykorzystywane w czasie programu, kiedy jeszcze panie są w swoich ubraniach. Przy okazji staraliśmy się im uzmysłowić, że rzecz, której już nie lubią i nie noszą, nie powinna leżeć w szafie, bo wtedy może się zdarzyć, że kiedyś ją założą, mimo że nie powinny.
Później robiłyśmy dokładne pomiary, określałyśmy typ sylwetki i kompletowałyśmy garderobę. Miarę zdejmowała także nasza braffiterka, która zajmowała się biustonoszami, gorsetami, bielizną korygującą. Była jeszcze stylizacja fryzury, makijaż, analiza kolorystyczna – w jakich barwach jest im najlepiej, jakich powinny unikać. W sumie, każdej z pań poświęciliśmy od 150 do 200 godzin.
Potem narzucaliście im swoją wizję...
Chcieliśmy im uzmysłowić, że chociaż noszą duże rozmiary, ich kształty są bardzo piękne i pociągające. Mówiłyśmy: masz takie biodra, jakie masz, nic z tym nie zrobisz, podkreślaj więc to, co jest w tobie najlepsze, choćby talię. Przykładowo, kobiety o sylwetce gruszki bardzo dobrze wyglądają w spódnicach ołówkowych, niesamowicie seksownie! Niektóre były zszokowane, nie wierzyły, że mogą to nosić. Inne były zaskoczone, że powinny chodzić na obcasach, bo i tak są wysokie. No są, ale to nie powód, żeby całe życie nosić baleriny. Postawne kobiety właśnie na obcasach wyglądają bardzo dobrze.
Dlaczego chciały wziąć udział w programie? Czy powtarzała się jakaś motywacja?
Przede wszystkim tęsknota za czymś nowym, chęć zmiany, przeżycia jakiejś przygody. Jedna z bohaterek mieszka na wsi pod lasem, ma dwójkę dzieci, mąż pracuje całymi dniami i w jej życiu się nic nie dzieje. Dla niej wyrwanie się z domu – chociaż na ten czas metamorfoz i wszystkich zabiegów z tym związanych – to było bardzo dużo. Niektóre panie mówiły, że potrzebują porad stylisty, chcą się dowiedzieć, w czym jest im dobrze, jak dobierać ubrania. Jedna z kandydatek skarżyła się, że nie umie nosić biżuterii i chciałaby jakiejś pomocy.
To były kobiety samotne czy posiadające partnerów? I co oni na to?
Niektóre były rozwiedzione, dwie to jeszcze studentki, bez chłopaków, inne miały mężów. Ci ostatni byli raczej pozytywnie nastawieni do ich udziału w programie, wspierali je. Jeden nie chciał się pokazać na ekranie, ale przysłał bardzo wzruszający list, który żona przeczytała przed kamerami. Inny zwierzył się, że nie sądził, iż wychowywanie dwójki dzieci to taki ciężki obowiązek. Przekonał się o tym dopiero, kiedy został sam. Nie mógł się doczekać, kiedy żona wróci.
Jak to się stało, że do programu zgłosiły się kobiety zniesmaczone swoim ciałem, a na koniec pokazują się nago milionom telewidzów?
Trudno powiedzieć. Często tak naprawdę nie wierzyły, że zostaną wybrane. Dla niektórych był to szok. Dwie zrezygnowały, kiedy się dowiedziały, że są zakwalifikowane.
Problemem bohaterek jest tusza: za grube uda, duża pupa... Nie zgłaszały się
do programu kandydatki zbyt chude?
Nie, ich było najmniej. Ale jest jedna pani, która ma rozmiar 36.
Co sprawia, że nawet bardzo zwyczajne ciało wygląda atrakcyjnie?
Na pewno dbanie o to ciało. Nie mówię o tuszy, bo to zupełnie inna sprawa. Są kobiety, które tyją, potem zrzucają kilka kilogramów, potem znowu je nadrabiają. W niektórych przypadkach nie da się nad tym zapanować. Ale ważna jest pielęgnacja, kosmetyka. Zadbane kobiety są pewniejsze siebie. I to, że nasze bohaterki były w stanie się rozebrać, świadczy właśnie o wierze w siebie, o polubieniu, zaakceptowaniu własnego wyglądu. One już znają swoje atuty. Nie myślą o swojej „oponce”, tylko o tym, że mają np. piękny biust.
Czy według pani kobiety oceniają obiektywnie swój wygląd zewnętrzny? Jakie mają najczęściej kompleksy?
Przede wszystkim, wydają się sobie grubsze, niż są w rzeczywistości. Najlepiej widać to w programie, kiedy bohaterka musi odnaleźć swoje miejsce wśród kobiet ustawionych według rozmiaru. Poza tym, największe kompleksy to cellulit, grube uda, zbyt szerokie biodra. Każda z nas znajdzie w sobie jakiś mankament. Jak ktoś nam mówi komplement, to zaczynamy mu zaprzeczać, zamiast po prostu podziękować. Kobiety, które po raz pierwszy stawały rozebrane do bielizny przed trzema ogromnymi lustrami w naszym programie, były załamane, widziały same wady. Nie dostrzegały swojego pięknego dekoltu, smukłej szyi, pięknych ramion, zgrabnych nóg, tylko fałdkę tłuszczu albo duże biodra.
Dlaczego tak się dzieje?
Być może wynika to z wychowania. Czasami jakby w ogóle nie wierzyły w swoją kobiecość.
A kiedy postrzega kobietę mężczyzna – tak samo, jak ona postrzega siebie?
Myślę, że jeżeli kobieta ma problemy ze swoim ciałem, nie akceptuje go, mężczyzna to wyczuwa. Kobiety mają kompleksy np. z powodu cellulitu. A większość mężczyzn nie wie w ogóle, że coś takiego istnieje! Nie widzą go więc u swojej partnerki!
Co pomaga skutecznie poprawić samoocenę?
Każda z nas na pewno czuje się bardziej komfortowo po jakimś zabiegu kosmetycznym. Z kolei, chodząc na fitness, oswajamy się ze swoim ciałem. Patrząc na inne kobiety, dostrzegamy, że one też nie są idealne. To sprawia, że nasze samopoczucie się poprawia, lepiej postrzegamy własne ciało. Najważniejsze jest jednak poczucie, że dbamy o siebie. Oczywiście, ubranie też poprawia nastrój.
O czym trzeba pamiętać, żeby dobrze wyglądać w sypialni?
Na pewno o bieliźnie. Nawet wygodna, ciepła piżama może być ładna. Ważna jest też pielęgnacja Zadbane ciało jest wydepilowane, dopieszczone balsamem.
Czy można coś w sobie zmienić bez pomocy sztabu fachowców?
Kobiety często nie są świadome tego, że źle się ubierają. Nie potrafią określić nawet kształtu swojej sylwetki. Są firmy, takie jak moja, które robią specjalne warsztaty dla kobiet. Można się na nich dużo dowiedzieć o sobie. Koszty fachowych porad zwracają się bardzo szybko, a zdobyta wiedza ma zastosowanie do końca życia. Zachęcam też do eksperymentowania z modą, np. z koloru, nawet jeśli ma się kilka kilogramów za dużo.
Czy ma pani jakąś specjalną poradę dla kobiet o rozmiarze XXL?
Nie należy robić niczego na siłę czy stosować diet na własną rękę. Radziłabym wybrać się do dietetyka. Zbytnia otyłość może stać się przyczyną choroby. Nie chcę narzucać nikomu, że musi się odchudzać, ale kobiety powinny znaleźć w sobie siłę i chęć, by utrzymać swoje ciało w dobrej kondycji. Nie po to, by zrobić z siebie modelkę. Ale dla zdrowia, bo ono jest najważniejsze.
Lepiej być grubą czy chudą?
To bez znaczenia. Najważniejszy jest typ sylwetki. Każda z nas – szczupła czy pełna – ma określoną budowę: klepsydra, prostokąt, jabłko czy gruszka. I to decyduje, jak trzeba się wystylizować.



