Od wielu lat jestem czytelniczką „SuperLinii”. Uważam, że ma przewagę nad innymi czasopismami, bo pokazuje historie ludzi takich jak ja, zmagających się z podobnymi problemami. Wszystkie zdjęcia dziewczyn i kobiet, które odniosły sukces albo najzwyczajniej zaakceptowały siebie, działały na mnie mobilizująco.
Kiedyś miałam przygodę ze światem mody, ale pogodziłam się, że to już zamierzchła przeszłość. Tym bardziej, że nie byłam tak szczupła jak dawniej (muszę się przyznać do pewnej słabości -– uwielbiam słodycze, zwłaszcza kiedy dopadają mnie stresy...). „SuperLinia” stała się dla mnie nowym impulsem. Wysłałam swoje zdjęcia z pytaniem, czy mogłabym wziąć udział w sesji mody i dostałam zaproszenie. To był niezapomniany dzień. Poznałam profesjonalistów, a przy tym przesympatycznych ludzi. Dzięki nim zaakceptowałam siebie taką, jaka jestem, a pozowanie stało się nie tylko jednodniową przygodą. Uświadomiłam sobie, że jeśli mi na czymś zależy, mogę osiągnąć wiele. Warto próbować, dać szansę sobie i marzeniom. Sesja w „SL” zmobilizowała mnie do dalszej pracy nad sobą. Zaczęłam intensywniej ćwiczyć i zdrowiej jeść. Wolałam dłużej poczekać na efekty, ale odchudzać się racjonalnie. Było warto. Teraz mam wysportowane i smukłe ciało. Jestem w agencji modelek, pojawiły się kolejne propozycje sesji. To mnie bardzo cieszy. Czerpię z tej pracy wiele przyjemności, jest to także mój sposób na odreagowanie stresów i mam motywację, aby nie poprzestawać w pracy nad sobą.
Wzięłam też udział w konkursie „Chudnij z nami”. I schudłam dodatkowo 10 kg. Kolejne wyzwanie: w sierpniu po raz pierwszy przebiegłam 10 km w maratonie. Wierzę, że wciąż wiele jeszcze przede mną. Kontakt z redakcją „SuperLinii” był początkiem mojej nowej drogi i inspiracją do odkrywania samej siebie. Milena. (dziewczyna z okładki "Super Linii" wydania lutowego 2008r.)
Artykuł ten dedykuję moim kochanym Rodzicom.




