Aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, znany m.in. z takich pamiętnych filmów i seriali, jak „Kolumbowie”, „Noce i dnie”, „Polskie drogi”, „Karino”. Obecnie występuje w teatrach Bajka i Komedia w Warszawie oraz gra w serialu „Pierwsza miłość” . Od 1994 r. prowadzi popularny teleturniej „Familiada”, emitowany co tydzień w programie II Telewizji Polskiej.
Pana książka „Apetyt na życie” to wspomnieniowa uczta, sentymentalna i kulinarna podróż przez życie. Napisał ją pan z miłości do jedzenia?
Nie! Początkowo miała to być książka podróżniczo-kempingowa, ale doszedłem do wniosku, że podczas urlopów wiele czasu poświęcamy kulinariom, w fajnych knajpkach jemy niezwykłe dania. Dlatego zamieściłem w książce ciekawe przepisy. Muszę jednak od razu zastrzec, że nie jestem żadnym mistrzem gotowania.
Ale lubi pan jeść?
Oczywiście! Jednak nie byle co i niezbyt wiele. Największą sztuką jest umiejętność wyboru, rezygnacji, odmawiania sobie, a nie brania wszystkiego, bez zastanowienia. Powinno się jeść rozsądnie i z umiarem, smacznie i zdrowo. Trzeba delektować się różnymi smakami, a nie napychać przypadkowym jedzeniem.
W książce wiele miejsca poświęca pan smakom swego dzieciństwa...
Tak, bo pozostają one w człowieku przez całe życie. Z wiekiem coraz chętniej się do nich wraca. Wspominam np. wspaniałe bezy wypiekane w kaflowym piecu przez babcię Hanię, mamę mojego taty. Była mistrzynią kuchni i miała kiedyś kawiarnię w Konstancinie. Jej specjalnością były wypieki. Palce lizać! Potem miałem okres zakopiański – ojciec pracował przez pewien czas w tym mieście i ja z nim tam mieszkałem. Stąd moja narciarska pasja i stąd też wielka miłość do oscypka. Przyznam się, że gdy nie mam go w lodówce, jestem nieszczęśliwy. Musi być pod ręką, oczywiście prawdziwy, z Zakopanego, z owczego mleka. Przywożą mi je znajomi, którzy jadą tam w jakichś sprawach. Z okresu zakopiańskiego mam też upodobanie do rydzów. W moim domu smaży się je tylko na maśle, bez żadnych dodatków. I nie panieruje! Nie lubię w kuchni kombinowania, niszczenia prostych smaków, które są najlepsze.
Podobno pije pan wyłącznie herbatę liściastą, wybranych gatunków?
Mam specjalny dzbanek do parzenia herbaty liściastej. Przygotowuję mieszanki, najczęściej z domieszką Earl Greya, co bardzo lubię. Tworzę różne kompozycje. Herbata jest bardzo zdrowym napojem, nie może to być jednak barwiona woda bez smaku, jaką otrzymuje się z suszu w torebkach.
Czy wykorzystuje pan w kuchni jakieś nowinki techniczne?
Tak, lubię kupować sprzęt pomocny w domu. Bardzo ostre noże, krajalnicę do wędlin, maszynę do pieczenia chleba. To ostatnie urządzenie jest bardzo użyteczne. Trzeba tylko kupić dobrą mąkę i dodatki, np. ziarna słonecznika czy orzechy, potem zadbać o właściwe proporcje. Wrzuca się te produkty do środka i nastawia czas. Maszyna sama wyrabia ciasto. Rano mamy świeżutkie bułki czy chleby, w których nie ma żadnej chemii, żadnych ulepszaczy. A jak to wszystko wspaniale pachnie!
Do czego przywiązuje pan wagę podczas zakupów spożywczych?
Do tego, by były to produkty naturalne. Jeśli miód, to z dobrej pasieki. Uwielbiam miód, niemal każde śniadanie kończę kanapką z pysznym miodem – gryczanym, spadziowym. Z Chorwacji przywożę sobie doskonały piniowy. Wędliny kupuję od właściciela masarni, który oferuje najświeższy towar. Unikam żywności modyfikowanej genetycznie. Truskawka czy pomidor nie muszą pięknie wyglądać, ale za to pachnieć i świetnie smakować. Gdy mam ochotę na rybę, to nie kupuję w supersamach hodowanej sztucznie w Wietnamie pangi, lecz świeżo złowione w morzu ryby w dobrych sklepach. O tym, u kogo warto coś dobrego i naturalnego kupić, dowiaduję się od znajomych. Sam też im różne miejsca polecam.
Jak najlepiej pan odpoczywa?
Uwielbiam jeździć kamperem do Chorwacji. Nie ma nic wspanialszego niż zatrzymanie się w pięknym miejscu, pływanie w czystej wodzie, a potem biesiadowanie pod gołym niebem, nad samym morzem. Żeby zdrowo żyć, trzeba regularnie odpoczywać. Najlepiej blisko natury.
Uprawia pan tenis, narciarstwo, pływanie, windsurfing, hokej na rolkach, powożenie zaprzęgami...
Sport daje mi zdrowie – fizyczne i psychiczne. Zawsze, gdy mam jakiś problem, uciekam na kort, basen, stok narciarski, do sali gimnastycznej. Podczas ćwiczeń wydzielają się endorfiny i choć jestem potem fizycznie zmęczony, czuję radość. Sport uczy dyscypliny, cierpliwości, walki o jakość – bo żeby osiągnąć dobry poziom, konieczne są długie i bardzo żmudne ćwiczenia.
Najważniejsze w życiu to...?
Mądrze dbać o siebie, co wymaga ciągłych starań, i nie udawać kogoś, kim się nie jest. O znaczeniu bycia sobą mówił mój profesor w szkole teatralnej, nieżyjący już świetny aktor i pedagog Aleksander Bardini. Powtarzał, że najważniejsza jest zgodność ze sobą, fizyczny wygląd musi odpowiadać temu, co mamy „w środku.” Tępił różne fałszywe Marilyn Monroe i sztucznych Gary Cooperów (dziś powiedzielibyśmy: Angeliny Jolie i Bradów Pittów). Wiele osób naśladuje swoich idoli. A przecież tylko gdy ktoś jest naturalny, gdy akceptuje sam siebie, staje się atrakcyjny dla innych.




