Ilona Kwarta - lat 38, absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego na wydziale Turystyki i Rekreacji. Pracuje jako asystentka w firmie handlowej. Jako jedyna polska diabetyczka zdobyła Kilimandżaro (w 2005 r.), Mont Blanc (2006 r.), Aconcaguę i Elbrus (2008 r.). Mama 12-letniej Dobrochny i 8-letniego Bogusza.
Kiedy objawiła się u pani cukrzyca typu pierwszego, a więc nieuleczalna?
Dziesięć lat temu – miałam wtedy 27 lat. Był czerwiec. Czułam się ciągle strasznie zmęczona. Piłam bardzo dużo płynów. Przypisywałam te objawy upałom i stresowi związanemu z niedawno rozpoczętą pracą. W biurze ciągle przysypiałam. Pewnego dnia gotowałam w domu obiad. Poczułam się nagle tak senna, że położyłam się i zasnęłam. Mojego męża Przemka bardzo to zaniepokoiło. Stwierdził, że może to być cukrzyca. Poszłam do lekarza. Miałam aż 585 jednostek cukru we krwi! To bardzo dużo. Jeszcze tego samego dnia znalazłam się w szpitalu.
Co pani, młoda kobieta, poczuła, dowiadując się o chorobie?
Miałam wrażenie, że moje życie się kończy. A przecież stałam dopiero na początku nowej drogi, jaką było małżeństwo i macierzyństwo. Miałam dwuletnią córeczkę. I nagle usłyszałam werdykt: nieuleczalna choroba. To był szok. Na szczęście lekarz pierwszego kontaktu od razu dodał: „Niech się pani tak strasznie nie przejmuje! Mam znajomych, którzy pomimo cukrzycy są bardzo aktywni. Nawet chodzą po górach!”. Tak mnie ten lekarz optymistycznie nastawił do życia, że jeszcze w tym samym roku zrobiłam kurs wspinaczkowy pierwszego stopnia. Bardzo mi się to spodobało, mężowi też.
I tak się zaczęła pani pasja wysokogórska?
Zawsze lubiłam sport – skończyłam AWF. Jeździliśmy z mężem w niższe góry – Beskidy, Karkonosze, Tatry. Ale gdy dowiedziałam się o cukrzycy, chciałam robić coś więcej, coś ekstremalnego, na przekór chorobie. Zdobyła pani Kilimandżaro, potem Mont Blanc, a w ubiegłym roku – najwyższy szczyt obu Ameryk, Aconcaguę.
Trudno było?
Leczenie cukrzycy polega na utrzymywaniu poziomu cukru we krwi w normie fizjologicznej, która wynosi od 80 do 120 mg/dl. Jeśli się prowadzi spokojny, „wyrównany” tryb życia, łatwiej ujarzmić chorobę. Wyprawy wysokogórskie to bardzo nieregularny wysiłek. Jednego dnia idzie się na przykład 8 godzin z ciężkim plecakiem, często w trudnych warunkach atmosferycznych, a drugiego i trzeciego dnia, „łapiąc” aklimatyzację, leży się w namiocie, nic nie robiąc poza jedzeniem. Ta zmienność sprawia, że trudno utrzymać prawidłowe poziomy cukrów. Wspinaczkę zaczynam zawsze z podwyższonym poziomem, gdyż przy 80 mg/dl wystarczy chwila i może dojść do niedocukrzenia. A to grozi utratą przytomności. W dodatku na co dzień prowadzę siedzący tryb życia, a taka wyprawa to ciągła aktywność i często straszliwy wysiłek fizyczny. Poziomy cukrów wtedy tak pięknie się nie układają.
Oglądałam zdjęcia ze zdobywania Aconcagui i włos mi się zjeżył…
A co dopiero, gdyby pani oglądała nasze zdjęcia z drogi na McKinley na Alasce! Byliśmy tam w tym roku, ale nie udało nam się wejść na sam szczyt, bo pogoda była fatalna. Zostaliśmy „uwięzieni” na wysokości 5300 m n.p.m. na osiem dni. Już na wysokości ponad 4000 m tlenu jest o wiele mniej niż na dole. Człowiek szybciej się męczy i jest dużo słabszy. Z tym związane są też „skoki cukrów”. Wielką sztuką jest właściwe ich „poukładanie”. Ale próbuję. Bez tego się niczego nie osiągnie.
W sumie to jednak balansowanie na bardzo cienkiej linie...
Ryzyko istnieje, ale pasja i marzenia są u mnie bardzo silne. Rozsądek nas nie opuszcza – do wypraw przygotowujemy się bardzo starannie, aby przewidzieć jak najwięcej sytuacji. Bierzemy ze sobą zapasowe leki, baterie, kilka glukometrów, pompę insulinową i peny. To takie „długopisy”, do których wkłada się fiolkę insuliny, nakręca się igiełkę i w ten sposób podaje się lek. Od ponad 2 lat używam pompy insulinowej. Mam ją cały czas „podłączoną” do ciała za pomocą zestawu infuzyjnego (to specjalna igiełka z wężykiem). Co trzy dni muszę zmieniać ten zestaw, a pompę napełniam mniej więcej co 10 dni. Zawsze też mam ze sobą kilka zapasowych fiolek, bo jeśli jakaś zamarznie, to jest już nie do użytku.
Cukrzyca sprzyja tyciu. Jaką dietę pani stosuje na co dzień?
Dieta zalecana jest przy cukrzycy typu drugiego, u chorych, którzy biorą tabletki wspomagające działanie trzustki. W mojej cukrzycy, typu pierwszego, trzustka w ogóle nie produkuje insuliny i trzeba podawać ją z zewnątrz. Jeśli miałabym ochotę na pół tortu, to po dobraniu odpowiedniej do tego dawki insuliny mogłabym go zjeść. Ale tego nie robię. Jest bowiem zalecenie: jak najmniej cukrów prostych. Jem masę surówek, a unikam fast foodów i chipsów. Na śniadanie – jogurt naturalny z 2–3 łyżkami płatków kukurydzianych, bo mają dużo węglowodanów. Potem 2 kromki chleba – jedną białą, drugą razową z pomidorem lub z ogórkiem, z serem białym lub topionym. Nie jem wędlin ani kiełbas. W południe zjadam jabłko. W pracy w porze obiadu jem tylko kanapki. Dopiero po powrocie do domu przygotowuję obiad. Często jemy kaszę, ryż, ziemniaki, do tego nieduży kawałek chudego mięsa. Nauczyłam się nie doprawiać sosów mąką. Do tego zawsze robię górę surówki z sałaty lodowej lub pekińskiej, z dodatkiem różnych warzyw. Ze względu na męża, wprowadziliśmy do menu zdecydowanie więcej ryb, bo ma za wysoki poziom cholesterolu, choć jest szczupły i wysportowany.
A co je pani w górach?
Żywność liofilizowaną, czyli w proszku, którą trzeba zalać wodą. Na etykiecie wypisane są składniki, więc mogę sobie dobrać odpowiednią dawkę insuliny. Na wypadek niedocukrzenia biorę ze sobą krówki, które w górach lepiej się sprawdzają niż czekolada, bo nie roztapiają się w słońcu. Wodę do picia pozyskujemy, topiąc śnieg z lodowca. Zagotowanie menażki takiej wody trwa ponad godzinę.
Jest pani osoba upartą?
Pragnęłam udowodnić samej sobie, że choroba mnie nie zniszczy, nie będzie mną rządziła ani dyktowała mi, co mam robić! Kto wie, może gdybym była zdrowa, to tak wysoko nigdy byśmy się nie wspinali?
Przepis
SAŁATKA Z AWOKADO
Potrzebne są: 2 dojrzałe awokado, główka sałaty lodowej, czerwona cebula, świeży ogórek oraz czerwona lub żółta papryka. Można też dodać garść rukoli, bo ma fajny smak. Sałatę porwij, warzywa pokrój w kostkę. Pomidory i awokado obierz ze skórki i pokrój w ćwiartki. Cebule posiekaj. Wszystkie składniki wymieszaj, dodając sok z połowy cytryny. Potem dolej rozrobiony sos sałatkowy i łyżkę lub dwie octu winnego. Ponownie wymieszaj.



