Paolo Cozza - Włoch, z wykształcenia prawnik, od trzynastu lat mieszka w Polsce. Jest dyrektorem handlowym firmy motoryzacyjnej. Zyskał popularność dzięki programowi telewizyjnemu „Europa da się lubić”. Autor książki kucharskiej „Włoska kuchnia na polskim stole”. Ma żonę Polkę i niespełna rocznego synka.
Co najbardziej lubisz jeść?
Makaron! Jest moją prawdziwą pasją. Wszelkie węglowodany, a więc ciasta, słodycze, makarony po prostu pochłaniam w mig. Byłem trochę zaskoczony, że w Polsce je się trochę inaczej, chociaż też bardzo smacznie. Zakochałem się w polskich pierogach. Odkryłem też zupy, których we Włoszech nie znałem. Najbardziej lubię żurek i barszcz, jadam je na zmianę. Znakomicie przyrządza je moja teściowa. Dowiedziałem się też od niej, że moja żona Iwona dobrze gotuje, ale przy mnie nie chce tych zdolności ujawniać, aby nie musiała tego robić na stałe!
Jakie jest twoje dzienne menu?
Iwona robi świetne sałatki – z fetą, tuńczykiem, oliwkami – a także pyszny chleb, z którego później przygotowuje calzone. Piecze też wspaniałe ciasta – serniki, szarlotki z cynamonem... Niestety, jest leniwa. Uważa, że gotowanie to czas stracony. Jesz i nic nie zostaje... Na dziesięć posiłków w naszym domu, osiem przygotowuję ja, dwa – żona. Nie znoszę, gdy ktoś nie lubi i nie chce jeść. Nie ufam takim osobom, ich zachowanie wydaje mi się dziwne. Nie ma dla mnie znaczenia, czy Iwona jest szczupła, czy nie. Czasem przypominam sobie, gdzie byliśmy, co jedliśmy... Pamiętam np. do dziś, że kiedy odwiedziliśmy kolegę w Mediolanie, przygotował nam wspaniałą langustę w sosie.
Twoja żona chwaliła się kiedyś, że co rano przynosisz jej do łóżka kawę...
Odkąd w czerwcu ubiegłego roku przyszedł na świat nasz syn Valentino, przestała na szczęście pić kawę. Odzyskałem wolność! Różnice między kuchnią polską a włoską widać najbardziej właśnie wtedy, kiedy jemy śniadanie. Moja żona szykuje kanapki, pasztet, jajecznicę, parówki, a ja rano piję tylko kawę, no, czasem z małym ciasteczkiem.
Czego najbardziej brakuje ci w kuchni polskiej?
Włoskiego makaronu, włoskiej bazylii, przystawek, wina, owoców morza. A ja nie mogę wytrzymać bez makaronu dłużej niż trzy dni! Polskie jedzenie jest jednak bardzo smaczne. Pamiętam, jak w latach 90. przyjechałem tu po raz pierwszy i od razu zjadłem kawał kiełbasy. Na coś takiego nie byłem przygotowany – mój żołądek potrzebował kilku dni, żeby ją strawić. Uwielbiam polskie porcje na wielkich talerzach. Na jednym zmieścisz wszystko: mięso, surówkę i ziemniaki, czasem nawet makaron. Z początku wydawało mi się, że takie podawanie jedzenia to profanacja, ale teraz doceniam to rozwiązanie.
Czy jest jakaś potrawa, od której cię odrzuca?
Flaki. Podaje się je także we Włoszech, ale tam nie są tak popularne. W Polsce tę potrawę serwuje się chyba w każdej restauracji. Gdy ją widzę, tracę apetyt...
To skąd ten twój mały brzuszek?
Nie mały, tylko duży. Nie rozpaczam z tego powodu. To ja muszę się dobrze czuć, inni – przy okazji. Bardzo przytyłem po ślubie. Na miesiąc miodowy wyruszyliśmy z żoną na Sycylię. Pierwszy raz w życiu mieszkałem blisko Palermo. Tamtejsza kuchnia – marzenie... W sześć dni przybyło mi 7 kilo. Mieli tak dobry bufet, że jadłem bez przerwy. Były pyszności i potrawy na co dzień niedostępne: świeży tuńczyk i inne gatunki ryb, np. sola, owoce morza, makarony na bazie regionalnych sosów. Od tamtego czasu nie robiłem nic, żeby schudnąć.
Trzeba się ruszać!
Z tym nie jest dziś najlepiej. W Mediolanie grałem w piłkę w drużynie amatorów, aż do ostatniego dnia przed wyjazdem do Polski. Teraz mam mniej czasu, ale i tak nieraz udaje mi się pograć. Do tego sportu trzeba jednak mieć zdyscyplinowanych kolegów, którzy graliby regularnie, na przykład co wtorek. Czasem spotykamy się na boisku przy Radzymińskiej. Inny mój kolega odkrył bieganie, ale mnie ten sport nudzi. Biegać? Gdzie, po co? Nie pasuje mi to.
Ale Włosi przywiązują większą wagę do wyglądu niż Polacy...
Mam problem jedynie wtedy, gdy nie mogę wejść w ubranie, które mi się bardzo podoba. A tak... Kilo mniej, kilo więcej – jestem przekonany, że nie ma to znaczenia dla jakości życia. Kiedyś, aby poczuć się lepiej, poszedłem do kosmetyczki. Nie spodobało mi się. Zrobiła mi maseczkę, miałem wrażenie, że się pod nią uduszę. Dlatego teraz nie stosuję niczego poza pianką do golenia. W ubiegłym roku jednak chyba mniej się goliłem. Rodziło się dziecko, nie miałem do tego głowy... Ale syn rośnie, trzeba się będzie za siebie wziąć. Na pewno nie będę jednak stosował diety, to bez sensu. Jedzenie jest wielką przyjemnością w życiu i nie zamierzam z niej rezygnować.
Przepis
Sałatka z tuńczykiem i fetą
Ugotuj paczkę makaronu, najlepiej pene albo świderków. Wystudź. Przygotuj sos, dodając do majonezu (mały słoiczek) przeciśnięty przez praskę ząbek czosnku, sól, pieprz i zioła prowansalskie. Wymieszaj z makaronem. Dodaj pokrojone w talarki zielone oliwki, a także odsączonego z sosu tuńczyka (2 puszki) i pokrojoną w kostkę fetę (2 opakowania). Delikatnie wymieszaj.



