• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Przez żołądek do seksu
  • Dieta afrodyzjakalna
  • Kobieta jak magnes
  • Ćwicz dla przyjemności!
  • Dodaj sobie energii
  • Wierzyć nie wierzyć
  • Jak zgubić ostatnie kilogramy
  • Twoje menu: by nie utyć w ciąży i po porodzie
  • Sposoby na płaski brzuch
  • Schudnij przed przyjęciem i trzymaj wagę!
  • więcej w tym wydaniu

Katarzyna Grochola: Nie bójmy się miłości

Superlinia, 2/2008; 4-5
Barbara Staśko
  • fot. Shutterstock
  • Katarzyna Grochola, fot. KAPiF
więcej zdjęć
Co zrobić, by znaleźć mężczyznę swoich marzeń? Jak bardzo nasze powodzenie u płci przeciwnej zależy od pięknego wyglądu? O odpowiedzi na te i inne pytania na temat miłości poprosiliśmy popularną pisarkę, ekspertkę od relacji damsko-męskich, Katarzynę Grocholę.

Wszyscy pragniemy miłości. Dlaczego więc tak wiele osób ma trudności z jej znalezieniem?

Boimy się odrzucenia i zranienia. Włączamy „systemy obronne”, a po jakimś czasie zapominamy, że to zrobiliśmy. Okopujemy się, by mieć poczucie bezpieczeństwa i nim się zorientujemy, siedzimy już osiem metrów pod ziemią, niezdolni do tego, by zaufać drugiej osobie. Moim zdaniem jednak, lepiej być dziesięć razy zranioną, a za jedenastym znaleźć bratnią duszę, niż nigdy nie być zranioną i ani razu jej nie spotkać.

Jak ważny jest w miłości wygląd?

Chcę tu podkreślić, iż to nieprawda, że mężczyźni szukają „wieszaków na ubrania”, czyli chudych kobiet. Wyniki badań przeprowadzonych kilka lat temu dowiodły wręcz, że mężowie, którzy zdradzają partnerki, robią to z kobietami grubszymi niż ich żony! Czasem obserwuję, jak jakiś bardzo przeciętny chłopak idzie z piękną dziewczyną i zachowuje się ostentacyjnie, jak gdyby mówił: „Oto moja własność!”. Nie ma w tym żadnej czułości, tylko chęć pochwalenia się, jak piękne ciało ma przy sobie. Wystarczy natomiast rozejrzeć się po ulicy czy sali kinowej, aby zauważyć, jak niezbyt atrakcyjna fizycznie para patrzy sobie miłośnie w oczy, dotyka się z wielką delikatnością i niezwykłą wprost czułością. Z drugiej strony, wygląd jest ważny – brud i zaniedbanie odstraszą każdego. Uśmiech z zepsutymi zębami, nie mówiąc o całowaniu… są nieco nieprzyjemne. Człowiek musi się dobrze czuć w swojej skórze.

Czy puszysta kobieta może zainteresować sobą mężczyznę?

Jednego zachwyci, innego nie. Dla niegłupich mężczyzn znaczenie ma coś więcej niż ciało, głupi wybierze tylko ładne „opakowanie”. A której z nas zależy na głupim partnerze? Choć są kobiety, którym zależy na mężczyźnie jako posiadaczu grubego portfela. Ale wierzę, że większość tych kobiet robi to tak naprawdę nie z wyrachowania, lecz z głębokiej potrzeby akceptacji. Uważają się za nic niewarte. Mówią sobie: „Nie zasługuję na wielką miłość, to niech on przynajmniej ma pieniądze!”. Niektóre tolerują nieciekawych mężczyzn, bo chcą mieć obok siebie jakiekolwiek portki, byle inne kobiety nie patrzyły z politowaniem. W Polsce ciągle trudno być kobietą samotną, jakby to był jakiś defekt. „Taka ładna, a sama”, „Niegłupia, ale… no wiesz, nikogo nie ma”. Wartość kobiety, niestety, zbyt często ocenia się po mężczyźnie u jej boku.

Na ile zadowolenie z siebie ma wpływ na nawiązywanie związków miłosnych?

Akceptacja nie polega na tym, że przyjmujemy bezkrytycznie wszystkie swoje wady i mówimy sobie: „Takąś mnie, panie Boże, stworzył, taką mnie masz”. Nie chodzi o akceptowanie siebie, kiedy przybyło nam 25 kilogramów, a nogi zaatakował cellulit – bo wówczas nigdy nie zrobimy kroku bez samochodu. Z przetłuszczonymi włosami czy zaniedbanymi dłońmi też nie należy chodzić po świecie. Akceptacja to zmiana tego, co można zmienić na lepsze, i pogodzenie się z tym, czego zmienić nie można. Nie po to, żeby się podobać innym – mężczyznom, ale i kobietom, w trosce o to, co o nas powiedzą. Idzie o poczucie, że poświęcam kochanej osobie, czyli samej sobie, czas, i nie ranię jej niepotrzebnie. To znalezienie tych cech, które w sobie możemy lubić.

Co jeszcze jest ważne w miłości?

Byłam świadkiem, jak kiedyś znany psycholog, Wojciech Eichelberger, rozmawiał z mężczyzną, który został mocno skrzywdzony przez kobietę. Pan ów pytał terapeutę agresywnym tonem, co właściwie ma zrobić, żeby znaleźć partnerkę  – dobrą, wierną, niekoniecznie piękną, ale taką, która będzie atrakcyjnym przyjacielem. W odpowiedzi usłyszał: „Najpierw sam taki bądź!”. To rada uniwersalna, dla wszystkich. Jeśli oczekujemy przyjaźni od partnera, sami musimy być przyjacielscy. Szukając wierności, bądźmy wierni. Nie udawajmy kogoś innego, kim nie jesteśmy – będziemy mieć wtedy dużo większą szansę trafić na osobę, która tę szczerość doceni. Nie bójmy się też samotności. Ona uczy nas, że związek to coś pięknego, do czego trzeba dojrzeć.

Panie z nadwagą często nie akceptują siebie i nie mają partnerów...

Ale czy nie mają ich dlatego, że nie akceptują siebie – czy dlatego, że mają nadwagę? A może przytyły dlatego, że „zajadają” strach przed związkiem czy światem? Sama to robię od czasu do czasu – kiedy stres mnie dopada, ja dopadam lodówkę. To dobre usprawiedliwienie: „Jestem gruba, więc nikt mnie nie kocha”. Świetny powód, żeby nic nie robić. Ale wyobraźmy sobie, że nagle chudniemy, jesteśmy śliczne, ponętne i dalej nie mamy partnera… Trzeba sobie zadać pytanie: dlaczego, skoro tak tęsknię za miłością, nie układa mi się? Przecież już nie jestem gruba, więc…?

Co najbardziej sprzyja uwodzeniu?

Wszystko po trochu. Śmieszne zdanie przeczytałam ostatnio – że poczucie humoru ma wpływ na atrakcyjność partnera. Z tym, że kobiety przepadają za mężczyznami, którzy potrafią je rozbawić, a mężczyźni za kobietami, które – uwaga! – śmieją się z ich dowcipów. Nie jestem jednak mężczyzną, nie odpowiem więc prawidłowo na to pytanie.

A co, pani zdaniem, zabija miłość? Czego nie należy robić?

Przede wszystkim – nie wolno drugiej osoby oszukiwać. Często już na samym początku wprowadzamy partnera w błąd. Mówimy na przykład do chłopaka: „Cześć, jestem Agata!” i wyciągamy śmiało rękę, bo przeczytałyśmy w jakimś piśmie dla kobiet, że tak trzeba. Mężczyzna myśli, że ma do czynienia z osobą bardzo pewną siebie. Gramy tę rolę przez jakiś czas. Po czym, np. po roku albo pół, staje się jasne, że ta sama Agata nie potrafi załatwić sprawy w urzędzie, bo się peszy, a gdy ma się spotkać z nowymi ludźmi, dostaje bólów żołądka. Mężczyzna przekonuje się, że Agata jest nieśmiała i zakompleksiona. Czuje się oszukany – przecież poznał Agatę pewną siebie. Udawanie ma krótkie nóżki. Kreując się na kogoś, kim nie jesteśmy, budzimy zainteresowanie tych ludzi, których tak naprawdę nie szukamy.

Jakie cechy negatywnie działają na mężczyzn?

Na niektórych nawet inteligencja… Ale najbardziej chyba zaborczość – mówienie po pierwszej randce o kolorze tapet w sypialni dziecka… Rozsądną kobietę też wystraszyłby facet, który chce się żenić po pierwszym tańcu…

Jak utrzymać miłość, gdy się ją już znajdzie?

Kochać, po prostu.

Co robić, żeby być ciągle atrakcyjną?

Nie można być atrakcyjną przez 24 godziny na dobę! Czasem jesteśmy złe i zmęczone, boli nas głowa, nic nam się nie chce. Nie sposób udawać, że jest inaczej. Ja też nie chcę być cały czas atrakcyjna, mimo że moda to nakazuje. I innym odradzam. Bo to znaczy stać ciągle na baczność, udawać. A jak musimy udawać, to sobie w końcu pójdziemy do kogoś, przy kim możemy pobyć sobą.

Jakie były pani związki uczuciowe?

Różne, ale mówiąc o nich, naruszyłabym nie tylko swoją prywatność. Powiem tylko tyle, że jako młoda dziewczyna wolałam się kochać w chłopakach z innych miast. Mogłam wtedy pisać listy, których nigdy nie wysyłałam, i cierpieć spokojnie oraz marzyć o wielkiej miłości – która zresztą się pojawiła, skutecznie burząc dotychczasowe życie.

Gdy wydoroślałam i pogodziłam się z tym, że jestem osobą samotną, pojawił się w moim życiu mężczyzna. Normalny, spokojny, ciepły. Który mnie wspiera w trudnych chwilach, niczego nie udaje, przy którym mogę być zmęczona, płaczliwa albo wściekła. Mam dużo szczęścia.

Czy pracuje pani nad kolejnymi książkami o miłości?

Kończę teraz „Trzepot skrzydeł”. Mam nadzieję, że tom ukaże się na początku przyszłego roku.

Pani recepta na znalezienie szczęścia?

Kochać. Wierzyć. Nie tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt