• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Piramida na twoim talerzu
  • Chudnij z udoskonaloną piramidą Willetta
  • 5 powodów, dla których warto polubić ruch
  • Polowanie na witaminy
  • Porządki w jadłospisie
  • Maszeruj po ładną sylwetkę
  • Spa dla ciała i duszy
  • Jesteś w raju...
  • Ach, jak wSPAniale!
  • Dotyk dla urody
  • więcej w tym wydaniu

Ewa Gawryluk: Kolację oddaję wrogowi

Superlinia, 1/2008; 12-13
Barbara Staśko
  • Ewa Gawryluk, fot. KAPiF
więcej zdjęć
Nie stosuję diet odchudzających. Jem prawie wszystko, tylko w niewielkich ilościach. Ćwiczę „brzuszki”. Mam w sobie dużo optymizmu, a to bardzo wpływa na dobre samopoczucie i wygląd.

Ewa Gawryluk - Aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, na stałe związana
z Teatrem Współczesnym w Warszawie. Wystąpiła w kilkudziesięciu sztukach Teatru Telewizji, kilkunastu filmach – np.: „Sztos”, „Szuler”, „Wielka wsypa”, „Operacja Koza” – oraz w popularnych serialach, m.in. „Dom” i „Matki, żony, kochanki”. Ostatnio można oglądać ją w telenoweli „Na Wspólnej”,w roli fryzjerki, Ewy Nowak, kobiety po przejściach i matki dorosłego syna, Igora.

Co pani robi, żeby utrzymać tak zgrabną figurę?
Dużo zawdzięczam dobrym genom – mama i wszystkie kobiety z jej rodziny były szczupłe. Nigdy nie lubiły słodyczy. Nawyki żywieniowe się dziedziczy i ja też bardzo rzadko jem słodkości. Tego samego uczę moją 7,5 -letnią córkę Marysię. Geny i zwyczaje to jednak nie wszystko. Moja recepta na szczupłą sylwetkę jest prosta: nie przejadać się, uważać na to, co się je, i dużo się ruszać. Jak się odżywiamy, tak wyglądamy. A atrakcyjny wygląd jest ważny dla każdej kobiety.

Dla aktorki chyba jeszcze bardziej?
Pewnie! I w Hollywood, i w Polsce aktorki szczupłe i zgrabne mają dużo więcej szans na zdobycie ciekawej roli. To krzywdzące dla osób pulchnych, ale tak niestety jest.

Jak wygląda pani codzienny jadłospis?
Hołduję zasadzie: „śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi”. Zaraz po przebudzeniu piję szklankę wody mineralnej, żeby oczyścić organizm. Potem pozwalam sobie na czarną kawę, bo mam niskie ciśnienie. Na śniadanie nie jem wędlin ani mięsa, sam nabiał i zieleninę: twarożek ze szczypiorkiem, żółty ser, czasem jajka, chleb z masłem. Marysia lubi zapiekany w piekarniku chleb z żółtym serem. W tygodniu je obiady w szkole, a ja i mąż, też aktor, na planach filmowych.

Gotuje pani w domu? 
Tak, najczęściej w weekendy. Uwzględniam gust córki. Obie bardzo lubimy zupy, szczególnie rosół. Robię go na skrzydłach lub szyjach indyczych, bo wtedy ma świetny smak. Czasem też na wiejskiej kurze rosołowej. Oprócz włoszczyzny, listka laurowego, ziela angielskiego, dodaję przypieczoną w piekarniku połówkę cebuli, 3 goździki i 2 ząbki czosnku, bo te dodatki działają antybakteryjnie. Nie ma lepszego lekarstwa w zimowe chłody niż taki pyszny, aromatyczny rosół! Idealnie rozgrzewa.

A co na drugie?
Najczęściej makarony z różnymi sosami, bo wszyscy troje lubimy kuchnię włoską. Do wielu potraw dodaję pomidory. Uwielbiam je, a poza tym są niezwykle zdrowe. Używam bardzo dużo naturalnych przypraw. Zawsze mam pod ręką zioła, świeże i suszone. Nigdy nie kupuję półproduktów, kostek rosołowych czy gotowych dań do podgrzania. Jem głównie mięso z indyka, ale tylko jego chude części. Tłuste zawsze wyrzucam. Smażę na oleju kukurydzianym, sojowym, słonecznikowym lub winogronowym. Używam dużo oliwy
z oliwek, często stosuję też sosy sojowe i octy balsamiczne. W moim domu nie ma tradycji przygotowywania kolacji. Czasem lubię wieczorem zjeść chleb moczony w oliwie z oliwek z odrobiną octu balsamicznego oraz pomidory z mozzarellą i świeżą bazylią. Proste, ale fantastyczne jedzonko!

A co pani jada w pracy?

To, co jest w bufecie, ale zamawiam tylko potrawy lekko strawne i w małych porcjach. Wiem, że im więcej się człowiek naje, tym bardziej czuje się senny. I zamiast pracować, najchętniej uciąłby sobie drzemkę.

Teraz karnawał. Lubi pani zapraszać do domu gości?
Bardzo lubię! Gdy znajomi wpadają do nas na pogaduszki – na tańce nie ma, niestety, miejsca – najczęściej serwuję deskę z różnymi serami, głównie pleśniowymi. Są przepyszne i podobno działają odchudzająco. Do tego czerwone wytrawne wino hiszpańskie, czarne oliwki i pomidory z mozzarellą. Z okazji większych okazji, np. imienin, świąt czy w karnawale, serwuję kaczkę pieczoną z kwaśnymi jabłkami i majerankiem, a do tego np. smażone kartofelki. Na deser – tort czekoladowy. Ze wszystkich słodyczy najzdrowsza jest gorzka czekolada i jemy ją od czasu do czasu.

Wydaje się, że przy tak racjonalnym podejściu do jedzenia nigdy nie miała pani problemów z nadwagą...
Ależ miałam. I to jakie! Zawsze byłam chudzielcem, ale po roku–półtora studiowania w szkole filmowej w Łodzi stałam się pulpetem. Najpierw utyłam 14, a potem nawet 17 kilo! Powszechnie uważana byłam za grubaskę. Zaczęto mi powierzać role charakterystyczne. Załamywało mnie to. W ciągu dnia nie miałam wtedy czasu na to, by coś zjeść. Najadałam się dopiero przed pójściem spać. Diety mi nie pomagały, ani ryżowa, ani kartoflana, ani inne. Rozpacz! Gdy skończyłam szkołę, miałam 23 lata. W swej pierwszej roli na scenie Teatru Współczesnego w Warszawie miałam wystąpić w kostiumie kąpielowym. Podczas prób byłam przerażona tym, jak wyglądam. I wzięłam się ostro za siebie. Całkowicie zmieniłam dotychczasowe nawyki. Zaczęłam jeść małe porcje, dbałam o to, by były to dania lekko strawne. Nic tłustego ani słodkiego.Unikałam wieprzowiny, smalcu, potraw smażonych. Zamiast tego – dużo warzyw, nabiał, owoce, chude mięso. Zrezygnowałam z kolacji.

Czy pozwala pani Marysi jeść jakieś fast foody?
Tak, ale bardzo rzadko. Dziecko nie może być przecież chowane pod kloszem. Ona wie, że to nie jest zdrowe jedzenie. Na szczęście hamburgerów nie lubi, tylko kurczaki i frytki, za którymi przepada ogromna większość dzieci. Słodycze pozwalam jej jeść tylko w weekendy. I tu jedna uwaga. Moim zdaniem, nie należy nagradzać dziecka słodkościami. Żadna rozsądna mama nie powinna mówić: „Nie płacz, to dam ci lizaczka!” W ten sposób bowiem wyrabia się złe nawyki na całe życie – np. zwyczaj kompensowania sobie niepowodzeń jedzeniem. Stąd do nadwagi już tylko jeden mały krok.

Jak jeszcze dba pani o wygląd? Jakieś masaże, zabiegi, wyjazdy do spa?

Nie lubię masaży. Chodzę za to czasami do kosmetyczki, do gabinetu tuż koło mojego domu. Głównie na oczyszczanie twarzy i nawilżanie, bo reflektory i klimatyzacja na planie filmowym bardzo wysuszają skórę. Jeżdżę na zabiegi do ośrodka spa w Augustowie, ale rzadko, bo nie pozwalają mi na to obowiązki: praca, dom, mąż, dziecko i cztery koty... Zawsze jednak pamiętam o kremie nawilżającym na noc.

A ruch? Chodzi pani na siłownię?
Nie chodzę! Ale codziennie wykonuję 50 „brzuszków”, jeżdżę też na stacjonarnym rowerze. Najważniejsze, żeby ćwiczyć regularnie, a nie od przypadku do przypadku. Latem organizujemy sobie we trójkę plenerowe wycieczki rowerowe. Zimą lubię jeździć na nartach.

Wierzy pani w siły natury. Podobno leczy pani swoich bliskich homeopatią?
Tak. Kiedy córka była mała, ciężko zachorowała. Ktoś mi wtedy doradził lekarza homeopatę z Krakowa. Teraz cała moja rodzina leczy się tylko u niego. Nie bierzemy innych leków. A Marysia jest zdrowa jak ryba.

Jakieś motto na koniec?
Pamiętajmy, że nie żyjemy po to, aby jeść, ale jemy po to, by żyć!

Przepis

Spaghetti bolognese
To ulubiona potrawa mojej córki, Marysi. Cienkie spaghetti gotuję w osolonej wodzie. Musi być twardawe – o dziwo, rozgotowany makaron jest ciężko strawny! Na oleju podsmażam ząbek czosnku, tak by się zeszklił. Potem dodaję mielone mięso: po 25 dkg wołowiny i indyka. Mieszam, solę, wsypuję szczyptę świeżo zmielonego pieprzu. Po chwili wrzucam pomidory bez skórki z puszki. Pod koniec dodaję przyprawy: świeżą bazylię, oregano, majeranek. Jeżeli ma to być potrawa dla dorosłych, dolewam też pół kieliszka czerwonego, wytrawnego wina. Na stole osobno stawiam miseczkę ze startym parmezanem do posypywania makaronu. Pycha!

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt