Rudi Schuberth - Popularny piosenkarz, autor tekstów, kompozytor i satyryk. Twórca takich hitów, jak „Córka rybaka” i „Monika dziewczyna ratownika”. W latach 80. XX w. współtwórca zespołu Wały Jagiellońskie, a także inicjator reaktywacji Wałów w 2009 roku. W latach 2001–2005 prowadził w TVP 2 program „Śpiewające fortepiany”, a od 2007 r. jest jurorem programu „Jak oni śpiewają”.
Lubiliśmy uśmiechniętego, życzliwego ludziom grubaska, jakim był Pan do niedawna. Dlaczego się Pan odchudza?
Nie wiem, czy odchudzanie to właściwe słowo. Ja po prostu zacząłem się zdrowo odżywiać, bo znalazłem się w ślepej uliczce. Ścigał mnie cichy zabójca, czyli bezdech nocny. Wszyscy podejrzewali u mnie jakieś dziwne choroby, a właściwą diagnozę postawiła moja żona Małgosia, która nie jest lekarzem, ale towarzyszy mi przez 24 godziny na dobę. Dzisiaj jestem pod stałą kontrolą pulmonologa z Akademii Medycznej w Gdańsku. Stwierdzono u mnie niedotlenienie dochodzące aż do 42 procent! Miałem napady niekontrolowanej senności. Zasypiałem podczas rozmowy i podczas obiadu. Gdy ktoś jest niedotleniony, to nie spala kalorii. Nie jadłem specjalnie dużo, mimo to puchłem. Zapasłem się straszliwie. Lekarz zapowiedział, że będziemy leczyć chorobę – której się nie da całkowicie wyleczyć – dotlenianiem. Teraz śpię w masce tlenowej.
Ojej…
Żadne „ojej!” Dzięki temu urządzeniu jestem wreszcie dotleniony. Przedtem budziłem się rano i dzień był szary. Czułem się ociężały umysłowo i fizycznie, choć nie było tego widać, bo miałem w sobie dużo energii. Efektem dotleniania było lepsze spalanie i utrata wagi. Moja żona, która z wykształcenia jest prawnikiem, skończyła specjalne kursy i dziś jest dyplomowanym dietetykiem. Znalazłem też w internecie firmę, która nie sprzedaje żadnych paraleków, lecz uczy zdrowego odżywiania się. Nie ma teraz w moim jadłospisie nic chemicznego, modyfikowanego, są wyłącznie naturalne produkty.
Ile pan stracił na wadze?
Od 18 listopada ubiegłego roku, kiedy pierwszy raz założyłem maskę, schudłem 36 kg! Faktem jest, że wymaga to wielu wyrzeczeń. Człowiek musi się przestawić na nowe żywieniowe tory, ale to działa! Najprzyjemniejsze są momenty, kiedy gubi się pierwsze 10, 15, 20 kilogramów!
Mimo to jest pan nadal uśmiechnięty.
Zawsze byłem człowiekiem pozytywnie nastawionym do życia. Codziennie budzę się z uśmiechem na twarzy. Mam wspaniałą rodzinę – cudowną żonę Małgosię i córkę Karolinę. Jestem szczęśliwym, spełnionym człowiekiem!
Jak wygląda pana dieta? Wiem, że nie je pan chleba, słodyczy ani ziemniaków...
Każdy dzień zaczynam od płatków śniadaniowych z mlekiem. Jem co trzy godziny. Śniadanie o 7. Następny posiłek to przegryzka.
Owoce?
Nie. Bardzo różne produkty. Dużo warzyw (głównie sałatki) – uwielbiam je! Mięsa niewiele i tylko chude. Łączę je tylko z warzywami. Bardzo lubię warzywa z grilla. Nie używamy cukru ani soli. Zamiast niej – przyprawy ziołowe. Odkryliśmy też uroki gotowania jarzyn na parze. Takie al dente są pyszne! Polubiłem ryby, których kiedyś w ogóle nie jadłem. Mieszkamy z żoną i córką na wsi na Kaszubach. Mamy tu swoją wodę, a więc i swoje ryby.
I jak je przyrządzacie?
Najbardziej lubimy gotowane. Żona robi świetną rybę po grecku – lekko podsmażoną, z dużą ilością warzyw.
A co pan pije przez cały dzień?
Głównie wodę. Mam szczęście mieszkać w takim miejscu, gdzie z kranu płynie źródlana woda. Mam też niedaleko domu źródło, gdzie woda w lecie i w zimie ma 5°C. Tę pyszną wodę przychodzą pić ludzie i zwierzęta.
Istny raj na ziemi!
Ja go nie stworzyłem, on już tutaj był. Tylko że ja go zauważam i doceniam. Miejscowi ludzie nawet nie wiedzą, że mieszkają w raju. Ciężko pracują w gospodarstwach. Ja też ciężko pracuję, ale w zupełnie innej branży.
A czy jada pan słodycze?
Są one dla mnie zabójcze. Czasem jednak pojawiają się w moim życiu. I żona, i córka są mistrzyniami wypieków . Jeśli popełniam takie przestępstwo i skuszę się na kawałek ciasta, to robię to tylko raz, a potem bardzo długo nic.
Jakieś kulinarne odkrycie?
Jarzyny z kaszą. Gotujemy je na parze, dodajemy troszeczkę masła, bo z nim zupełnie inaczej smakują. Do tego kasza jaglana, gryczana lub pęczak. Popijamy kefirem lub jogurtem.
Jaki ruch pan uprawia?
Kupiliśmy sobie z żoną dwa rowery i jeździmy teraz na piękne wycieczki. Uwielbiam też wodę! Pływam nawet, kiedy jest zimno, w specjalnym kostiumie z pianki, jak płetwonurek. Dużo spacerujemy. Uprawiamy nordic walking. Dla mnie to idealne rozwiązanie. Wzmacniam mięśnie, dotleniam się, ale też podziwiam przyrodę, którą kocham. To coś naprawdę fantastycznego. Z tego czerpię pozytywną energię.



