-
- Przed, fot. zbiory prywatne
-
- Dżinsy 149,90 zł, bluzka 49,90 zł, golf 59,90 zł, Reserved; botki 429 zł, Nine West; kolczyki 24,90 zł, Galeria Centrum; bransoletka 59,90 zł, Bijou Brigitte; pasek 19,90 zł, Forever 18
Moja waga w kolorowe motylki stoi zawsze w tym samym magicznym miejscu. Codziennie o tej samej porze staję na niej i ciągle wskazówka idzie w dół. Od prawie roku jest to już w sumie 30 kilogramów! Chcę krzyczeć ze zdumienia i ze szczęścia, do wszystkich, którzy nie wierzą, że schudną: to na prawdę możliwe! Sukces przyszedł niespodziewanie. Ale jego początek był bardzo bolesny i równie zaskakujący.
Szczęśliwa trzynastka
Trzynastego stycznia mój narzeczony zerwał ze mną. Byłam w takim szoku, że niewiele z tego dnia pamiętam. Marzyłam, żeby doba miała 70 godzin, żeby nadążyć z obowiązkami w pracy, na studiach. Praca dyplomowa – trzeba napisać 20 stron w trzy dni i te piętrzące się na biurku w pracy góry dokumentów do opracowania na już. Wkrótce weekend dla narzeczonych, na który cudem udało się zapisać... Trzeba znaleźć chętnych na nasze miejsce... Nie pojedziemy. Jak to boli!
Godziny szczerości i wsparcie
Nigdy nie wierzyłam, że trzynastka przynosi pecha. Wręcz odwrotnie. Dziś widzę, że ten dzień przyniósł same pozytywne zmiany.
Po bezsennej nocy półprzytomna dowlokłam się do pracy. Kiedy opowiedziałam koleżankom, co się stało, otoczyły mnie serdecznością i dały tyle wsparcia i zrozumienia, że zdecydowanie stwierdziłam – trzeba wziąć się w garść i iść do przodu z głową do góry. I tak wyruszyłam w moją podróż. Podróż? Tak, podróż do domu. A tam zawsze o 17 jest obiad, który gotuje mama. Pyszny, dietetyczny i pełen witamin. Ona to ma wprawę.
Zdecydowanie bez postanowień
Nie robiłam żadnych noworocznych postanowień. Nie miałam pojęcia, że tyle się zmieni. Schudnę, poznam nowego faceta...
Na początku był stres, więc nie bardzo mogłam jeść. W pracy o 10 i 14 po jabłku, potem obiad w domu. Po 17 znów zaczęły się randki. A na randkach przecież się nie je. Wypróbowałam też stosowanie kilku żelaznych zasad: zero ziemniaków, tłuszczu, słodyczy, żółtego sera i masła. Chleb z chudą wędliną – sporadycznie. Zamiast tego mnóstwo warzyw, pierś z kurczaka, ryba na parze... I ani kropli piwa. To tyle, a waga spada i spada. Z siostrą chodzę teraz do ciucholandów, bo na zmianę ubrań co dwa tygodnie i zakupy w zwykłych sklepach nie starczyłoby mi pensji. Spodnie spadają. Nie, nie rozciągnęły się od noszenia. Po prostu spa-da-ją! Bluzka za luźna. Sweterek: czy on tak właśnie ma się układać na ramionach czy zrobił się po prostu za duży?
Ten świat jest mój!
I tak, ze zwykłej sekretarki, która wydziera się na innych, stałam się docenianą koleżanką. Znajomi podziwiają moją figurę, samozaparcie i walkę z samą sobą. Od września chodzę na siłownię i na basen. Mam jędrną skórę i coraz mocniejsze mięśnie. Nabieram formy. Dzięki tym wszystkim zmianom czuję, że jestem na fali, a świat jednak należy do mnie. A jeśli nie, to tylko niewiele mi brakuje, bym go zdobyła i wdrapała się na sam szczyt!
Bohaterka: nasza Czytelniczka Ola
wiek: 27 lat
wzrost: 178 cm
waga: 68 kg
biust: 94 cm
talia: 71 cm
biodra: 97 cm
zdjęcia: Piotr Ratajski/OVERLINE
stylizacja i makijaż: Katarzyna Misiak
fryzura: Monika Stępowska, salon Beaty Potocznej Corte del Sole.


