• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Styczeń nr 2/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Kod szczupłej sylwetki
  • Jedz zgodnie z genami
  • Nikt nie jest skazany na nadwagę
  • Beata Pawlikowska: Zaprzyjaźniłam się ze sobą
  • ABC dbających o linię cz.3
  • 5 razy tak dla witamin
  • Detoks: nowa ty!
  • Szczuplejsza znaczy zdrowsza
  • Chrupnij sobie!
  • Problem na głowie
  • więcej w tym wydaniu

Przyszedł wreszcie czas na zmiany...

Superlinia, 3/2010; 30-31
  • 26 kg w dół!
  • fot. zbiory prywatne
więcej zdjęć
Uwierzcie, że można pokonać te cholerne kilogramy, dużo to nas wszystkich zawsze kosztuje, ale warto – zarówno dla zdrowia, jak i dla urody. Moja przyjaciółka Marylka w trudnych chwilach wspomaga mnie naszym hasłem „Ola, damy radę!”, które działa jak żadne inne...

Odchudzanie... słowo od zawsze obecne w moim życiu. Już nawet nie pamiętam, od kiedy. Ciągłe postanowienia i superdiety pojawiające się w moim życiu, na których wytrzymywałam nie dłużej niż 5-6 dni, spowodowały, że w grudniu 2006 roku, w wieku 35 lat, „uzbierałam” sobie... 114 kg niechcianego sadełka!

Przyjemne z pożytecznym

Rosnące kilogramy – przy moim wielkim udziale i zaangażowaniu, powodowały we mnie ciągłe wyrzuty sumienia, obniżenie poczucia własnej wartości i każdorazowo ogromne postanowienie zmiany i poprawy. Ale co z tego, że każdego dnia – najczęściej od poniedziałku – miałam 100 procent zacięcia, skoro już po kilku dniach (a czasem – nawet zaledwie godzinach!) obsesyjna chęć zjedzenia czegoś słodkiego powodowała, że mój świat miał coraz mniej pięknych barw.

Ta nieustanna walka z samą sobą, a także wiele trudnych chwil w moim życiu sprawiły, że któregoś pięknego dnia zdecydowałam: to właśnie teraz, teraz nadszedł czas na zmiany! Postanowiłam rozstać się na dobre z przeszłością i z toksycznym związkiem w moim życiu. Dokończyłam studia, zaczęłam szukać nowej pracy i zorganizowałam sobie wyjazd na wczasy odchudzające, z nadzieją, że tam nauczą mnie przynajmniej, od czego mam zacząć.

Wczasy na diecie warzywno – owocowej pod nadzorem dr Ewy Dąbrowskiej w Gołubiu
w 2007 r. były przełomem w moim życiu – życiu skoncentrowanym na wiecznym odchudzaniu. Spotkałam tam wielu wspaniałych ludzi z takimi samymi problemami, jak moje – nie drwiących z dietetycznych porażek i ciągłego ględzenia o odchudzaniu. Poznałam wspaniałą koleżankę Marylkę, która mimo iż mieszka daleko, wspiera mnie nieustannie w kryzysowych chwilach. Wspomaga mnie naszym hasłem „Ola, damy radę!”, które działa jak żadne inne.

Wyciągnęłam wnioski z porażek

Od tamtego czasu co roku spędzam dwa tygodnie w tym magicznym miejscu, gdzie zapach lasu splata się z wonią pięknego jeziorka. W miejscu, od którego wszystko się zaczęło. W końcu, po wielu latach, zrozumiałam, że zdrowe odchudzanie i dieta – nie jest czasem udręczania się, cierpienia i wyrzeczeń. Jest okresem przejściowym pomiędzy oczyszczeniem organizmu, a przygotowaniem go do zdrowego i racjonalnego żywienia, które powinno pozostać takie już na zawsze. Poukładałam sobie wszystkie wnioski z dotychczasowych porażek i prób zgubienia kilogramów, podeszłam rozsądnie do walki z nadwagą. Przede wszystkim staram się w ogóle nie jeść słodyczy – chociaż przyznaję, że czasami ulegam pokusie i sięgam po ukochane łakocie, a w szczególności – po lody. Zrezygnowałam z białego pieczywa, ziemniaków i białej mąki, na rzecz produktów razowych. Zaprzyjaźniłam się z warzywami i owocami, które już teraz nie wydają mi się takie okropne. Moje obecne odżywianie polega na dostarczaniu organizmowi dobrego jedzenia, jak najmniej przetworzonego, uzupełnionego o większe ilości witamin. Poznałam też i doceniłam smak kasz oraz wielu różnych pysznych przypraw, o których istnieniu do tej pory w ogóle nie wiedziałam.

Jak się wystrzegać  starych błędów i nie robić nowych...

Nie chcę popełnić błędu, nie chcę już przytyć. Chcę bez problemów zawiązywać sznurowadła w butach, chodzić po schodach, biegać i ćwiczyć. Proszę, nie myślcie sobie, że przychodzi mi to już z ogromną łatwością, że nie mam problemów z odmawianiem sobie ukochanych słodkości. Często bywa tak, że siedząc przy stole – pełnym pysznego jedzenia i cudownych słodkich wypieków, czuję się jak „kojotus ślinociekus” ze słynnej kreskówki o strusiu Pędziwiatrze. Z ogromną trudnością mówię „stop” obżarstwu i tylko w duszy – po cichutku – myślę sobie: jakie to niesprawiedliwe, że inni jedzą, co chcą i ile chcą. Prawdę mówiąc, szlag jasny mnie wtedy trafia, coś w środku krzyczy: chcę jeść wszystko, na co mam ochotę, wszystko! I nie tyć! Ale zaraz potem myślę sobie, że dla chwili przyjemności nie warto marnować tego wszystkiego, co osiągnęłam. Jest wiele innych ważniejszych rzeczy niż dobre jedzenie. Znalazłam radość w chodzeniu na spacery, jeździe na rowerze i ćwiczeniach. Okazało się, że znajduję na to wszystko czas – mimo iż wcześniej ciągle mi go brakowało.

Sukienka po raz pierwszy od matury

Obecnie ważę 88 kg. Wiem, że 26 kilo mniej to sukces, ale też to jeszcze dużo za dużo przy moim wzroście 172 cm. Dlatego trwam w swoim postanowieniu. Mam oparcie w bliskich, bez których znacznie trudniej byłoby mi z tym wszystkim wytrzymać. Nauczyłam się mówić „nie”, kiedy inni namawiają mnie na „wielkie żarełko”. Pokochałam warzywka, nasiona, kasze i suszone owoce – w szczególności żurawinę – które skutecznie zastępują mi słodycze (z pominięciem drobnych wpadek, które niestety nadal się zdarzają). Poczyniłam też drobne zmiany w mojej garderobie. Za namową mojego ukochanego przyjaciela, po ponad 15 latach przerwy kupiłam sobie pierwszą sukienkę. A ostatni raz sukienkę miałam na sobie na balu maturalnym. Spodnie już trochę mi się znudziły.

Chcę się dzielić moim optymizmem

Uwierzcie, że można pokonać te cholerne kilogramy, dużo to nas wszystkich zawsze kosztuje, ale warto – zarówno dla zdrowia, jak i dla urody. Wszystkim Czytelnikom życzę ogromnego samozaparcia i wiary. Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)

Komentarze

  • To moje opowiadanie. Dziękuje za wszystkie cudowne komentarze. Jeszcze nie tak dawno płakałam czytając je ale nie z radości tylko z rozpaczy ponieważ kilka miesięcy temu ponownie wróciłam do wielkiej swojej wagi - do 110 kg . Było mi bardzo ciężko i trudno. Myślałam, że to koniec. Zawzięłam się kolejny 1000 raz teraz chudsza o 25 kg znowu marzę aby wytrwać w postanowieniu, że nigdy więcej nie przytyję ... pozdrawiam wszystkich serdecznie

    ~Aleksandra 2011-11-25 13:22:23

  • CIESZE SIĘ,ZE PANI ZGUBŁA 26 KG.JA OD 1.5 ROKU NIE MOGE POZBYC SIĘ NAWET GLUPIEGO KG.BRAK MI MOTYWACIJ,CHĘCI.NIE NAWIDZE SIEBIE BO MAM KLOPOTY Z CHODZENIEM,WSTYD MI WYCHODZIC Z DOMU.

    ~Mala270 2011-04-18 19:03:17

  • Naprawdę możesz byc z siebie dumna.

    ~Ewa 2011-04-12 19:16:16

  • witam serdecznie. gratuluje realizowania postanowien. ja ma takze problem ze slodyczami a zwlaszcza gdy mam zespol napiecia. polecam gorąco Chrom organiczy. ja go jem gdy zachiewa mi sie slodyczy tak przez tydzien po 2 tabletki i nie kusza mnie slodycze. do domu nie kupuje ciastek ani nic takiego bo wiem ze to zjem i bede zalowac. a jak mnie sie juz naprawde tak zachce slodkiego ze nie daje rady i jem kromke z miodem.

    ~werka 2011-02-24 07:54:51

  • Bardzo podziwiam i życzę wytrwałosci.Sama już kilkanascie lat zmagam się z nadwagą.Jest tak jak mówi autorka listu,początkowo zapał,euforia,można przenosić góry,spadek nawet kilkunastu kilogramów,a potem zniechęcenie ,rozlużnienie i powrót do tego co było.Serdecznie gratuluję,to naprawdę ogromny sukces,proszę tego nie zmarnować,bo kac moralny to bardzo nieprzyjemne uczucie.pozdrawiam i zyczę wytrwałości.

    ~Ula 2011-02-07 17:44:59

  • Gratuluję i jestem pełna podziwu dla Ciebie. Mnie przerasta kilka kilogramów a co dopiero 26! Rewelacja! Szczerze gratuluję! Sama mam problem ze sobą, tzn. z moimi kilogramami i...akceptacją siebie. Niby nie jest jeszcze aż tak tragicznie, bo przy 165cm wzrostu ważę 65kg, jednak dużo gorzej mi z moją psychiką i nastawieniem do samej siebie. Do niedawna ważyłam 60-62kg, w zależności od dnia cyklu. Nawet nie wiem, kiedy przytyłam te 3-5kg. zauważyłam tylko, że nie mieszczę się w niektóre ubrania, w jakich dotychczas chodziłam. Za kilka dni skończę 32 lata i zauważam niestety, że z każdym rokiem coraz trudniej mi zrzucić choćby kilogram, ale również fakt, że one tak niepostrzeżenie przybywają. Gdy przyglądam się mojemu menu widzę wiele błędów, wiem, że nikt inny za mnie tego nie zmieni. Brakuje mi jednak siły, samozaparcia wystarcza na kilka dni, dokładnie tak, jak u Ciebie na początku...Również myślałam o wyjeździe na wczasy odchudzające, właśnie po to, by nauczyć się takiej samodyscypliny, zacząć dobrze i mądrze się odżywiać. Wiem, że jest mnóstwo osób, które mogą pomyśleć, że przy nich moja nadwaga to pikuś , że panikuję i przesadzam, często to słyszę od mamy. Mnie jednak najbardziej przeraża stosunek do samej siebie, nie mogę patrzeć na siebie i nienawidzę się za każdy nowy kilogram, za niedokończone postanowienia i milion obietnic, że do maja, że do komunii córci, że do wakacji, bo wyprowadzam się z obecnej miejscowości do wielkiego miasta, więc szykuje się zmiana, itd.,itp...Obawiam się również,że jeśli w takim tempie będę tyć i tak niepostrzeżenie, to za moment moja psychika runie całkowicie... Nie chodzi tu tylko o wygląd, ale też o to, że z każdym kilogramem czuję się mniej wartościową osobą- jakby od tego ile ważę i jak wyglądam zależała wartość mnie, jako człowieka, osoby, która kocha i chce być kochana... Przepraszam za ten głos rozpaczy, po prostu szukam bratniej duszy, kogoś, kto chciałby ze mną wzajemnie się motywować i z kim mogłabym się wspierać wzajemnie nie tylko w walce z kilogramami ale i z psychiką oraz akceptacją siebie samej. Serdecznie pozdrawiam i raz jeszcze gratuluję z całego serca takiego sukcesu. Podaję mój nr gg , jeśli ktoś zechce mnie poznać i powalczyć ze mną, bo chce schudnąć 7-10kg. 11238234.

    ~Alicja 2011-02-03 09:14:32

  • Czytając Twoją historię widzę siebie. Walczę z ciałkiem od czasów dzieciństwa i to z rożnym skutkiem. Obecnie, mam 37 lat, ważę o wiele za dużo i z przykrością stwierdzam, że nie potrafię już tak jak kiedyś zapanować na wagą. To chyba kwestia wieku ale napewno też stylu życia. Jestem bardzo zabiegana osobą i często bark mi czasu dla siebie. Ale postanowiłam to zmienić i cieszę się, że przeczytałam Twój list oraz komentarze innych osób.Może znajdę bratnią duszę z którą łatwiej będzie mi zmagać się ze zbędnym ciałkiem.

    ~Ania 2011-01-23 21:25:10

  • Ta historia jest bardzo motywujaca, ja mam nadzieje ze tez uda mi sie zgubic zbedne kg, ktore przybyły mi w szybkim tepie, wazyłam 72kg mam 157cm po diecie i ciezkiej pracy schudłam do 57 to był cud!!! ale niestety poddałam sie i znow waze 63 moze to nie az tak duzo ale naprawde to widac brzuch mam ogromny jesli ktos ma ochote popisac, porozmawiac to chetnie moj nr gg 12186000

    ~Alina 2011-01-21 11:10:02

  • Twoja historia jest podbna do mojej.Jestemy sblizone wiekem i nie tylko.Niestety moi przyjaciele i wiekszosc znajomych to szczuple osoby.Chetnie nawiaze z Toba kontakt i z innymi "puszystymi Paniami" Pozdawiam serdecznie i zycze pomyslnosci w Nowym Roku

    ~Ela 2011-01-09 11:09:20

  • gratuluje silnej woli ja szukam dziewczyny z ktora moglabym zaczac sie odchudzac i dopingowac sie wzajemnie. ja juz kiedys schudlam 0 30 kg ale 20 z nich wrocilo. podaje nr gg 10979874.pozdrawiam Iwona

    ~cziki83 2011-01-05 16:50:50

  • Gratuluje takiego sukcesu.Ja jestem grubasem przez całe życie a mam już 54 lata.Nigdy się jednak nie poddałam.Przez ostatni rok schudłam12 kg z pomocą AŻ,choć już było15,ale znowu wróciła ta wstrętna obsesja.Walczę z tązmorą.Wierzę,że mi się uda.Muszę zrzucić jeszcze 30 kg!

    ~ella 2010-11-02 11:29:58

  • warto naprawde mam 38 lat moja waga 55 kg a bylo 68

    ~zonia 2010-11-02 11:29:23

  • kochane naprawdę mozna schudnąć, polecam liczenie punktów, niczego sie nie wyrzekam, jem tylko mniejsze ilości i działa. Polecam info o weight watchers. Ja schudłam juz 12kg i nie odpuszczam, nie po to jestem na świecie zeby być grubasem

    ~emu 2010-10-26 08:34:19

  • ja tez mam ochote schudnąć bo waże 90kg przy wzroście168cm ale nie mam silnej woli.po za tym jak zaczelam sie odchudzac i do tego jeździlam rowerem stacjonarnym to mi zamiast ubywac kg to mi kilogramy rosly.............to nie ma sensu odchudzanie ..........

    ~miki25 2010-10-25 11:13:48

  • szczęściara ja całe życie się odchudzam efekt 30 kg więcej poddałam się życzę dalszych sukcesów

    ~inka 2010-09-21 08:17:03

 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt