• Blogi
  • Ćwiczenia
  • Diety
  • Kluby puszystych
  • Listy
  • Metamorfozy
  • Moda
  • Psychologia
  • Inne
    • Anoreksja i bulimia
    • Nadwaga/otyłość
    • Ośrodki odchudzania / SPA
    • Pomiary masy ciała
    • Preparaty odchudzające
    • Pytania i odpowiedzi
    • Zabiegi odchudzające

Czerwiec nr 6/2012
  • Wydania online
  • Najnowszy numer
  • Prenumerata
  • Kontakt

W tym wydaniu również

  • Brazylijski program bikini
  • Dieta Cambridge
  • Daj odpór zaparciom!
  • Proteina na straży twojej urody
  • Tłuszcze trans w defensywie
  • Szkoda tylko tego SPA...
  • 19 Przebojów odchudzania
  • Chudnij w rytmie gwiazd
  • Zachowaj równowagę
  • Uroda z czterech stron świata
  • więcej w tym wydaniu

Dieta szyta na miarę cz.3

Superlinia, 12/2008; 14-16
Elżbieta Bogusławska - Przybysz
  • fot. Piotr Ratajski/Overline
  • Sweter, KappAhl 149 zł; bluzka, KappAhl 119 zł; spodnie, KappAhl 179 zł; wisiorek, Bijou Brigitte 59 zł; buty Bata, 269 zł, fot. Piotr Ratajski/Overline
więcej zdjęć
Ponad trzy miesiące temu nasza Czytelniczka Dorota zaczęła walkę z nadwagą pod opieką specjalistów z Europejskiego Centrum Leczenia Otyłości Dzieci i Dorosłych „Genesis Clinic" w Warszawie. Jej zmagania opisywaliśmy w poprzednich artykułach. Akcja się udała, jednak do pełnego sukcesu został jeszcze mały krok.

Dorota jeszcze nie dowierza, że wreszcze udało jej się schudnąć. Tak długo o tym marzyła... Wie jednak, że sama by sobie nie poradziła. Specjaliści z „Genesis Clinic" pomogli jej się znobilizować i na bieżąco podpowiadali, jak radzić sobie z trudnościami. Czytelniczka co 2-3 tygodnie zgłaszała się do dietetyka lub lekarza, zawsze ze szczegółowymi notatkami - miała zapisywać wszystko, co je i pije każdego dnia, w jakich ilościach i o której godzinie oraz kiedy i jak długo uprawia aktywność fizyczną.

Okazało się, że popełniała wiele błędów żywieniowych. Jej posiłki były nieregularne, bardzo kaloryczne, tłuste, a o małej wartości odżywczej. Spędzała ogromnie dużo czasu w domu przy komputerze, mało się ruszała i ciągle podjadała - głównie kabanosy, ser żółty, chipsy, słone orzeszki. Do tego codziennie piła po kilka słodzonych kaw i colę, nawet do 1,5 litra. Jadła niewiele warzyw i owoców.

Niełatwo było porzucić stare nawyki, dlatego Dorota zmieniała je stopniowo. Dostała dietę schematyczną 1200 kcal, z propozycjami, z jakich produktów powinien składać się każdy jej posiłek w ciągu dnia. Miała jeść pięć razy dziennie, w odstępach co ok. 3 godziny, z tym że kolację najpóźniej 2 godziny przed snem. Zachowanie tej regularności sprawiało jej najwięcej problemów. Dorota ma czasem nawał pracy, raz musi wstać o piątej rano, kiedy indziej pracować do północy, trudno jej było przestrzegać codziennie tych samych pór posiłków. Zdarzało się jej też któryś opuścić. Zauważyła jednak, że regularność się opłaca, bo kiedy udawało jej się ją zachować, nie pojawiało się uczucie głodu i zupełnie znikała chęć podjadania, natomiast porzucenie tego rytmu natychmiast wywoływało ciągły głód. Jedzenie co trzy godziny stopniowo zaczęło więc „wchodzić jej w krew". Nauczyła się radzić sobie w różnych sytuacjach. - Jesienią kilka razy byłam na grzybach - wspomina. - Wyjeżdżając do lasu, zabierałam ze sobą produkty na zdrowy posiłek: kefir, pomidory, chrupkie pieczywo".

Opanowanie wiedzy, co zawiera dużo kalorii, a co nie, zajęło Czytelniczce trochę czasu. Na początku zdarzało się jej zjeść coś tuczącego nieświadomie. Tak było np. najpierw ze słonecznikiem, który uwielbiała dłubać w ciągu dnia, a później ze świeżutkimi orzechami włoskimi. „Takimi jeszcze mokrymi, z którego łatwo ściąga się skórkę, są pycha!" - opowiada Dorota. Jednego dnia zjadła ich kilkanaście. Bardzo się zdziwiła, kiedy od dietetyk Joanny Wardak dowiedziała się, że może sobie pozwolić nawyżej na jednego dziennie, bo aż 50 proc. zawartości orzechów to tłuszcz. Czytelniczka dostała szczegółowy wykaz różnych produktów, z zaznaczeniem na zielono, które z nich powinna starać się wybierać jak najczęściej, na pomarańczowo - od czasu do czasu (np. raz w tygodniu - codziennie może to być jeden tylko jeden produkt z tej grupy) oraz na czerwono - czego zdecydowanie ma unikać. Z czasem Dorota opanowała tę listę i nie musi już po nią sięgać. Wie, na przykład, że jeśli długo pracuje i chwyci ją głód, może bez wyrzutów sumienia pozwolić sobie na zjedzenie niektórych produktów z „zielonej" listy: surowej marchewki, pomidora, ogórka, brokuła, kefir.

Trudno było znaleźć czas na regularny ruch, a jest on niezbędny podczas odchudzania. Dorota w weekendy przez dwie godziny gra w tenisa ziemnego, to jednak trochę mało. Starała się więc częściej i dłużej wychodzić z psem na spacery. Zauważyła, że to nie tylko pozwala jej spalać kalorie, ale też relaksuje, daje możliwość oderwania się od komputera i służbowych spraw, a takie odtresowanie jest ważne także dlatego, że zmniejsza ochotę na ciągłe podjadanie.

Większe załamania w diecie zdarzyły się Czytelniczce dwa razy. Najpierw podczas krótkiego urlopu nad morzem. Jechała tam z nastawieniem, że będzie zamawiać w lokalach potrawy niskokaloryczne, np. rybę pieczoną na grillu, na miejscu okazało się jednak, że w miejscowości, w której była, prawie wszędzie podawali tłuste potrawy smażone. Raz kupiła kawałek wołowiny i ugotowała ją w aneksie kuchennym pokoju, który wynajmowała, potem już nie miała takiej możliwości. Kilka razy zamawiała kebab bez sosu, jak się jednak potem dowiedziała od Joanny Wardak, potrawę tę przygotowuje się z różnych kawałków mięsa, niekoniecznie chudego i nie jest ona tak lekka, jak myślała. Najtrudniej jednak było Dorocie trzymać się zaleceń „Genesis Clinic", kiedy mama, z którą mieszka, wyjechała na ponad tydzień na działkę. To mama bowiem zajmuje się gotowaniem obiadów. - Kiedyś mieszkałam sama i potrafiłam sobie radzić, nie spodziewałam się, że teraz będę miała z tym tyle problemów - przyznaje Czytelniczka. Posiłki stały się nieregularne, mniej wartościowe, bo przygotowywane w pośpiechu, w dodatku mama zabrała ze sobą psa, a bez niego trudno było zmobilizować się do spacerów. Na szczęście po powrocie domowników wszystko się unormowało.
Czasami zdarza się Dorocie zjeść na przyjęciu kawałek ciasta. Trudno uniknąć całkiem takich sytuacji. Stara się jednak wybierać wypieki z małą ilością tłuszczu, bez kremu, które mają jednocześnie wartości odżywcze, np. ciasto drożdżowe, szarlotkę, sernik.

Wyrzeczenia szybko dały pierwsze efekty, z każdym dniem było bliżej było do celu. Na początku Dorota ważyła 78 kg przy wzroście 162. Obwód bioder wynosił 112 cm, a w okolicach jamy brzusznej 109 cm. Poziom tkanki tłuszczowej wynosił 37,8 proc. Dr Ewa Matyska-Piekarska wyznaczyła jako pierwszy, główny cel zrzucenie 10 kg, a potem jeszcze 5. Na początku spadek wagi był najszybszy, potem tempo stało się trochę wolniejsze, ale podczas każdej wizyty kontrolnej w Europejskim Centrum Leczenia Otyłości Dzieci i Dorosłych waga, na której stawała nasza Czytelniczka, wskazywała mniej. Po ponad trzech miesiącach cel został prawie osiągnięty, Dorocie udało się zrzucić 14 kg, ale po dokładnym zbadaniu i zmierzeniu pacjentki dr Ewa Matyska-Piekarska zaleciła jej zrzucenie dalszych 3 kg, ponieważ tłuszczu wokół jamy brzusznej jest jeszcze zbyt dużo. Czytelniczka będzie kontynuowała dietę. Pani doktor podpowiedziała, że przydałyby się dodatkowo ćwiczenia na mięśnie brzucha. Być może Dorota zmobilizuje się i zacznie dodatkowo chodzić na basen. O tym, czy uda jej się osiągnąć kolejny cel, a także uniknąć efektu jo-jo, napiszemy za kilka miesięcy. Życzymy powodzenia.

Dorota Kucharczyk: Nie wiedziałam, że zyskam aż tyle

Kiedy zaczynałam dietę, brakowało mi trochę do niej motywacji. Z przestrachem myślałam o przestrzeganiu wielu zaleceń żywieniowych. Zupełnie nie miałam na to czasu, było mi jednak wstyd przed redakcją i życzliwymi specjalistami z ośrodka „Genesis Clinic". Postanowiłam spróbować wytrwać. Później jednak zaczęłam dostrzegać coraz więcej pozytywnych efektów kuracji i nabierałam zapału. Korzyści jest bardzo wiele. Przede wszystkim czuję się swobodnie, nie mam wrażenia opuchnięcia, które wcześniej mi towarzyszyło. Zazwyczaj na przełomie lata i jesieni odzywał się wrzód dwunastnicy - jak dotąd, bóle nie wystąpiły. Ustąpiły bóle kolan i stóp. Nareszcie mogę wejść na drugie piętro bez odpoczywania. W ogóle - mogę bez problemu biegać, a nawet podskakiwać. Trudno opisać to uczucie lekkości, a schudłam przecież tylko 14 kg!
Poza tym stan mojej skóry znacznie się poprawił, już nie jest taka tłusta, mogę nawet powiedzieć, że stała się normalna. Co najważniejsze - pozbyłam się wszelkich wyprysków skórnych. Nie do wiary, że zwyczajne, zdrowe odżywianie może tak dobrze wpłynąć na organizm. Moje życie stało się łatwiesze. Mogę się podrapać w okolicy łopatki, jestem w stanie sama umyć plecy, bez szczotki o długiej rączce lub czyjejś pomocy. Nareszcie! - mogę wejść do każdego sklepu z ciuchami i wybierać rzeczy, które już są na mnie dobre. Bardzo cieszy mnie to, że rodzina, przyjaciele, znajomi i nawet ludzie, którzy widzą mnie tylko od czasu do czasu, np. panie z kiosku, czy ze sklepu spożywczego, zauważyli zmianę w wyglądzie. Słyszę  same komplementy i życzenia wytrwałości w utrzymaniu wagi. Co prawda nikt mi wcześniej nie wytykał otyłości, ale jak widać, nie była ona niewidoczna.

Dr Ewa Matyska-Piekarska, lekarz chorób wewnętrznych:

Pacjentka chudła w optymalnym tempie, ok. 4 kilogramów w ciągu miesiąca. Pani Dorota waży teraz 64 kilogramy, jej BMI wynosi 25 proc., a poziom tkanki tłuszczowej ok. 31 proc., czyli są to wartości w górnych granicach normy. Niestety, obwód w okolicy jamy brzusznej wynosi 94, a u kobiety nie powinien przekraczać 88 cm, bo inaczej zwiększa się ryzyko wielu groźnych chorób cywilizacyjnych, m.in. cukrzycy, choroby wieńcowej, nadciśnienia. Dlatego pacjentka powinna zrzucić jeszcze ok. 3 kg, by zmniejszyć ten obwód. Powinna jeszcze przez 3 miesiące skupić się na zrzuceniu tkanki tłuszczowej z okolic brzucha, kontynuować dietę i uprawiać aktywność fizyczną - wskazane byłyby ćwiczenia na mięśnie brzucha. Gdy uda się pozbyć tej zbędnej tkanki tłuszczowej, będzie można zwiększać energetyczność dziennego menu, o ok. 100 kcal co miesiąc lub dwa, aż do diety odpowiadającej normalnym zapotrzebowaniom pani Doroty, czyli 1800-2000 kcal. Przyzwyczajanie organizmu do normalnego odżywiania powinno przebiegać powoli i stopniowo. Gdyby pacjetka teraz nagle zaczęła jeść codziennie posiłki o takiej zawartości energii, jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że szybko by przytyła.

Joanna Wardak, mgr inż. żywienia człowieka i dietetyki:

Jestem bardzo zadowolona z dotychczasowych efektów kuracji odchudzającej pacjentki. Przyznaję, że po pierwszym naszym spotkaniu czułam niepokój, czy poradzi sobie z regularnymi posiłkami, ale na szczęście wkrótce moje obawy znikły. Pani Dorota okazała się bardzo zdyscyplinowaną osobą. Myślę, że przy takiej postawie uda jej się zrzucić jeszcze dodatkowo 3 kg. Za gromadzenie się tłuszczu w okolicach jamy brzusznej odpowiedzialne są cukry proste, ale one zostały już z diety Czytelniczki wyeliminowane, pani Dorocie pozostaje więc nadal przestrzegać dotyczczasowych zaleceń żywieniowych i uzbroić się w cierpliwość. Gdy efekt zostanie już osiągnięty, będzie mogła wprowadzać do menu dodatkowe produkty produkty zbożowe, potem owoce, niewielką ilość tłuszczu, jednak stopniowo, nie wszystkie naraz. Cały czas powinna też kontynuować notatki żywieniowe i regularnie się ważyć, aby kontrolowac, jaki wpływ na masę ciała ma dieta. Sama najlepiej zaobserwuje, czy poszczególnych produktów, o jaką zwiększa swoje posiłki, jest odpowiednia, czy już za duża. W ten sposób dieta zostanie ustabilizowana.

Dodaj komentarz

Komentarz
Podpis
Email
(nie zostanie wyświetlone, tylko do wiadomości redakcji)
 

Superlinia.pl © 2012 | Polityka prywatności

  • O nas|
  • Diety|
  • Ćwiczenia|
  • Kontakt