Nasza Czytelniczka ponad miesiąc temu, przy wzroście 162 cm, ważyła 78 kg. Dr Ewa Matyska-Piekarska, po przeprowadzeniu szczegółowego wywiadu, określiła, że przyczyną tuszy są złe nawyki żywieniowe. Wyznaczyła pacjentce za cel zrzucenie najpierw 10 kg, a potem, ewentualnie, kolejnych 5. Zleciła jej też podstawowe badania moczu i krwi. Joanna Wardak, dietetyk, udzieliła rad na temat zdrowego odżywiania oraz przygotowała Dorocie dietę schematyczną, uwzględniającą 5 posiłków dziennie. Czytelniczka miała robić szczegółowe notatki z tego, co oraz ile je, i jak często się rusza.
Już pierwsze dwa tygodnie dały efekty, Dorota schudła ponad 4 kg, choć nie udało jej się przestrzegać wszystkich zaleceń, np. nie potrafiła obyć się bez coli i dwóch słodzonych kaw dziennie. Poza tym nie wiedziała, że pestki słonecznika, choć zdrowe, są bardzo kaloryczne i w ciągu dnia potrafiła „zjeść" pół słonecznika. Joanna Wardak wyjaśniła jej, że dzienna porcja pestek nie może przekraczać łyżki.
Dorota dużo pracuje i nie ma czasu na regularne uprawianie sportu, ale wydłużyła spacery z psem do 20-30 minut i zrezygnowała z windy. W weekendy dwie godziny gra w tenisa. Początkowo podczas gry miała mniej siły w rękach, czasem kręciło się jej w głowie, musiała co 10 minut robić przerwy. Dietetyczka doradziła jej, by zawsze przed wyjściem na kort zjadała posiłek węglowodanowy, który daje dużo energii.
Po trzech tygodniach kuracji, podczas wizyty u dr Ewy Matyski-Piekarskiej, Dorota ważyła niecałe 72 kg. Na spotkanie przyszła uśmiechnięta, radosna, z wiarą, że już niedługo osiągnie cel. Lekarka przejrzała wyniki jej badań krwi i moczu - nie znalazła w nich nic niepokojącego. Przeanalizowała też notatki żywieniowe i zaleciła ściślejsze przestrzeganie diety schematycznej. Uprzedziła, że teraz tempo chudnięcia będzie dużo wolniejsze.
Dwa tygodnie później, przed kolejną wizytę u dietetyczki, Dorota ważyła niecałe 70 kg. Przyznała, że przestrzega już większości zaleceń „Genesis Clinic". Nie może tylko przekonać się do płatków owsianych ani zrezygnować z coli (czasem pije więc tę bez cukru). Czuje się świetnie, zniknęły jej problemy z kondycją na korcie. - Ubrania sprzed roku już są na mnie za luźne, niedługo wejdę w te sprzed dwóch i więcej lat - mówi z dumą. - Przestałam podjadać. Kiedyś ciągle byłam głodna i sięgałam do lodówki po kabanosy czy żółty ser. Obliczyłam, że jadłam dziennie nawet 3-4 tysiące kalorii, tylko nie zdawałam sobie z tego sprawy. Nic dziwnego więc, że tak tyłam. Teraz przekonałam się, jak ważne są regularne i odpowiednio skomponowane posiłki. Widzę efekty diety i miłe jest to, że inni też je dostrzegają. Ostatnio nawet pani z kiosku niedaleko mojego bloku zauważyła, że schudłam."
Dr Ewa Matyska-Piekarska, lekarz chorób wewnętrznych: „Stosując dietę, zawsze najszybciej chudniemy na początku, bo, oprócz tłuszczu, tracimy wtedy wodę. W wypadku pani Doroty tempo to było jednak wyjątkowo duże. Wynika to z tego, że wyjściowa dieta była bardzo nieprawidłowa i zawierała spore ilości soli, która zatrzymuje wodę w organizmie. Wyniki badań krwi, moczu i in. są dość dobre, nie wykazały anemii, nadciśnienia, ani cukrzycy. Za wysoki jest cholesterol całkowity, za niski - HDL cholesterol, a poziom trójglicerydów podwyższony. Trochę za duży jest też poziom cukru na czczo. Wszystko powinno się jednak unormować po uzyskaniu przez pacjentkę prawidłowej wagi. Na szczęście Czytelniczka w porę podjęła decyzję o odchudzaniu i nadmiar tłuszczu nie spowodował zbyt wielu konsekwencji zdrowotnych".
Joanna Wardak, mgr inż. żywienia człowieka i dietetyki: „Jestem bardzo zadowolona z dotychczasowych efektów kuracji. Poziom glukozy w organizmie pani Doroty się ustabilizował, zniknął ciągły głód. Jeszcze tylko 2 kg, a osiągniemy pierwszy, założony na wstępie cel: 10 kg w dół. Patrząc na postawę pacjentki, jestem pewna, że uda jej się bez problemu przejść przez etap utraty dalszych5 kg."



