OLGA BOŃCZYK, aktorka teatralna i filmowa, wokalistka. Popularność przyniosła jej rola doktor Edyty, anestezjolog w serialu „Na dobre i na złe". Występuje w stołecznych teatrach „Rampa" i „Roma". Od marca 2007 roku prowadzi w TVP 2 program „SmaczneGO!". Uczestniczka 3 edycji programu „ Jak oni śpiewają". Nagrała kilka płyt, w tym „Piosenki z klasą", ze znanymi przebojami filmowymi w nowej aranżacji oraz „Sztukę kochania, czyli serdeczne porachunki" z Dariuszem Kordkiem.
Prowadzi pani popularny program kulinarny „SmaczneGO!" Jak to się stało, że wybrano do niego właśnie panią?
Był casting. Sporo moich znakomitych kolegów brało w nim udział. Gdy wygrałam, z ciekawości spytałam się producentów, dlaczego zdecydowali się na mniei. Odpowiedzieli, że przeważyło to, iż umiem i lubię gotować. Natychmiast znalazłam wspólny język z szefami kuchni. Szybkie tempo programu może nawet niektórych telewidzów odstraszać, ale osoby, które umieją gotować, w lot wszystko chwytają i dla nich „SmaczneGO!" jest wielką inspiracją do eksperymentów kulinarnych.
Kiedy zaczęła się pani interesować kuchnią?
Już jako dziecko. Zawsze podpatrywałam moją mamę, jak przyrządza rozmaite potrawy i o wszystko ją pytałam.
Czy jakieś smaki z dzieciństwa przeniosła pani do swojego domu?
Oczywiście! Zwłaszcza tradycyjny rosół w niedzielę. Był gotowany na kurczaku i kawałku mięsa wołowego. Staram się przyrządzać tę zupę według przepisu mamy, ale często go udoskonalam, dodając różne przyprawy. Zmieniam po swojemu każd przepis kulinarny, bo ja bardzo lubię eksperymentować w kuchni, wymyślać nowe smaki, łączyć je w niebanalny sposób. To wielka frajda. Gotowanie może być przecież wyrafinowaną sztuką.
Teraz nastała prawdziwa moda na dobre, domowe jedzenie. Media podają wiele przepisów...
Dzięki temu upowszechnia się i udoskonala kultura gotowania. Cieszę się, że ludzie zaczynają doceniać wartość jedzenia, bo nie bez racji mówi się, że jesteśmy tym, co jemy. Ja zawsze o tym pamiętam i bardzo starannie dobieram wszystko, co ma się znaleźć na moim talerzu. Lubię rzeczy wykwintne.
Jak by pani określiła swoją kuchnię?
Wszystko zależy od pory roku. Zimą wolę potrawy cięższe, mięsa, dania jednogarnkowe. Latem - jem dużo warzyw, lekkich zup i sałatek. Czasem wymyślam najdziwniejsze zestawienia. Np. rybę podaję z bananami. Staram się unikać szufladkowania i nigdy nie mówię, że moja kuchnia jest śródziemnomorska czy skandynawska. To, co znajdzie się na moim stole, zależy też od pogody. Np. dziś mamy prawie 30 stopni Celsjusza, jem więc chłodnik i same warzywa! Chodzi bowiem o to, by wrzucić coś lekkiego do żołądka, aby w taki upał nie musiał się męczyć i ciężko pracować. Na pewno nie jest to dzień na przykład na golonkę, którą zresztą bardzo lubię! Ona byłaby idealna, kiedy mielibyśmy za oknem minus 20 stopni. Zimą jemu dużo mięsa i białka. Bardzo lubię kuchnię polską. Ale też nie można się nią raczyć bez przerwy, bo jest raczej ciężkostrawna.
Ma pani świetną figurę. Czy oznacza to, że nigdy nie miała pani problemów z nadwagą?
Przeciwnie! W młodości zawsze było mnie o kilka kilo za dużo. Mam tendencję do tycia, więc muszę bardzo pilnować się na co dzień. Jak sobie pofolguję - a bywają okresy, kiedy jem więcej, np. w święta czy wakacje - natychmiast przybywa mi w biodrach parę centymetrów. Kiedy zaś przeżywam jakiś stres lub mam bardzo dużo pracy, szybko spalam. Zaciska mi się wtedy żołądek i nie mogę nic wziąć do ust.
A czy, kiedy pojawią się dodatkowe kilogramy, stosuje pani jakieś diety?
Nie umiem i nie lubię! Gdy głoduję, staję się bardzo nerwowa i jestem przykra dla otoczenia. Myślę wtedy wyłącznie o jedzeniu. Zamiast stosować diety, wolę mądrze kontrolować wagę. Gdy pojawią się zbędne kilogramy, przez parę dni nie jem kolacji i to wystarczy. Kiedy byłam młodą dziewczyną i nie umiałam się kontrolować, katowałam się dietami cud. Wspominam to jak okresy prawdziwego horroru. Aż zmądrzałam na tyle, że zrozumiałam, iż najpierw trzeba się doprowadzić do właściwej wagi, a potem ją stale utrzymywać, żeby nie wpadać w pułapki jo-jo. Trzeba jeść niezbyt dużo. I absolutnie nie byle co. Ale młode dziewczyna rzadko mają taką życiową mądrość. Ja ją zdobyłam po 40 latach, po licznych porażkach.
Można komuś podsuwać takie dobre rady!
Ale młodzi nie chcą ich słuchać....
Ćwiczy pani w siłowni, fitness klubie?
Nienawidzę! Mnie to tak strasznie nudzi, że wolę pojeździć rowerem, pooddychać świeżym powietrzem. Może na dwóch kółkach mniej zgubię kilogramów, ale za to spędzę ten czas przyjemniej niż w siłowni, obserwując jak panowie wyciskają kolejne kilogramy.
Jeździ pani do SPA?
Nie mam na to czasu. Ale ilekroć mi się zdarza być np. w hotelu, w którym jest SPA, to bardzo chętnie funduję sobie masaż gorącymi kamieniami, który cudownie odpręża.
Czy można poderwać mężczyznę na dobre jedzenie?
Chyba można (śmiech). Ale ja nie próbowałam. Nie lubię się popisywać. Zresztą, od dawna wiadomo, że dobrze gotuję. Nie stosowałam nigdy żadnych podstępów kulinarnych, żeby kogoś oczarować. Wolę, żeby mnie emablowano za „całokształt", a nie za to, że robię dobre pulpeciki. Bo to zbyt mało, aby się udało życie...
Czy trzeba mieć jakiś specjalny talent, żeby dobrze gotować? Tak eksperymentować w kuchni, jak pani?
Szczerze mówiąc, nie wiem. Mnie to przychodzi z łatwością. Może dlatego, że lubię dobrze zjeść. Żeby eksperymentować, trzeba mieć też odwagę podejmowania ryzyka. A główne zasady mojej kuchni? Żadnych półproduktów, czy kostek rosołowych, wszystko naturalne i bardzo świeże, starannie wybierane - mięso, warzywa, owoce. Dużo dobrej oliwy i ziół, które hoduję w doniczkach. Inspiracje czerpie z książek kucharskich, które ciągle zbieram.
Bycie smakoszem zdecydowanie podnosi urodę życia, prawda?
Oczywiście, ale trzeba na to zapracować. Nigdy nie jeść byle czego, nie pożywiać się w biegu. Dokształcać się kulinarnie. Uczyć się, co z czym można łączyć, jak dzięki przyprawom wyostrzać smaki. Wykwintność zobowiązuje.
Przepis
Sałatka z cukinii
Obieraczką do jarzyn ścinamy wzdłuż cukinie, poza częścią nasienną, na cieniusieńkie strużki - robimy z tego makaron papardelle , czyli szerokie wstążki. Solimy i odstawiamy na 15 minut, żeby cukinia wypuściła sok. Przygotowujemy pomidory - małe koktajlowe, suszone albo w zalewie - oraz ser feta, pokrojony w kostkę. Dodajemy oliwki , paprykę, co kto lubi. Na koniec całość polewamy oliwą z prażonych pestek dyni. Wyśmienite na gorące dni!



