-
- Przed, fot. zbiory prywatne
-
- Dżinsy, House, 139 zł; kamizelka, Cubus, 75,99 zł; koszulka, Cubus, 49,99 zł; klapki Jacqueline Riu, 189 zł, torba, Cubus, 99 zł
nasza Czytelniczka Natalia
wiek: 22 lata
wzrost: 169 cm
waga: 59,5 kg
biust: 85 cm
talia: 67 cm
biodra: 93 cm
Długo byłam szczupłą dziewczyną. W podstawówce i gimnazjum trenowałam piłkę ręczną. Ruchu więc było sporo: ważyłam 58 - 60 kg przy 169 cm wzrostu. Wakacyjny nadmiar kilogramów traciłam w ciągu pierwszego miesiąca szkoły. Ale wraz z końcem gimnazjum, skończyły się też treningi. Poszłam do liceum, gdzie były tylko 2 godziny wf-u tygodniowo. Co to jest z porównaniu z 12 godzinami intensywnych treningów w gimnazjum?
Wtedy też zmieniłam tryb życia na bardziej niezdrowy. Zdarzało mi się jadać kolacje po 18, czasem nawet koło 22. Częściej niż wcześniej jadłam ma mieście pizzę lub innego typu fast foody... Efekt? Sukcesywne przybieranie na wadze. Na dodatek dorobiłam się bardzo dużego cellulitu i rozstępów na udach, pośladkach i piersiach. Rosłam, a ciuchy stawały się coraz mniejsze... Zdałam maturę i poszłam na studia. Mój tryb życia stał się niemal całkowicie siedzący. Niestety!
Waga mnie załamała
Pod koniec 2006 roku zapisałam się z mamą na aqua aerobik. Po pierwszych zajęciach odważyłam się zważyć. Wynik: 81kg. Z rozmiaru 38 wskoczyłam na 46. Ale nic z tym dalej nie robiłam... Dzięki ćwiczeniom w basenie zmniejszył mi się przynajmniej cellulit. Waga niestety stała w miejscu. Od bliskich osób słyszałam docinki, że przytyłam, że wyglądam jak w ciąży... Takie uwagi bolały, choć nie działały mobilizująco. Wmawiałam sobie, że nie wyglądam źle. W 2007 roku, usłyszałam od swojego chłopaka, że bierze się za siebie i będzie biegać. Pomyślałam sobie, że to mógłby być dobry sposób, by spędzić trochę więcej czasu razem. Kilka razy mu towarzyszyłam. Oj, jak ciężko było. Nie potrafiłam przebiec 50 metrów, a co dopiero 4 czy 7 km... Zbliżała się sesja, wakacje i bieganie poszło w kąt. Choć przyznam, że nawet udało mi się schudnąć ograniczyłam wtedy kilka kilogramów, które jednak powróciły po leniwie spędzonych wakacjach.
Przede wszystkim ruch
We wrześniu ograniczyłam trochę jedzenie i w miarę możliwości biegałam. W październiku zaczęłam dodatkowo chodzić na aerobik. Ważyłam wtedy około75 kg.
Cały czas chodziłam na basen. Pilnowałam się, by nie jeść zbyt dużych posiłków: zaczęłam jeść pięć razy dziennie nieduże porcje. Myślę, że dziennie nie przekraczałam1000 -1500 kcal. Z początkiem zimy zaczęłam dodatkowo chodzić na łyżwy. Waga spadała! A ja czułam się coraz lepiej i wyglądałam coraz ładniej. Zmieniła się cera, rzadziej pojawiały się na niej różnego rodzaju wypryski.
Do świąt waga spadła do 67kg, a przez okres noworoczno-świąteczny przybrałam tylko 1kg, co jest dla mnie ogromnym sukcesem. W 2008 rok weszłam z pozytywnym nastawieniem i wiarą w sukces. Zaczęłam skrupulatnie liczyć kalorie i starałam się nie przekraczać 1000-1200 kcal. Każdy komplement, jaki słyszałam na temat odchudzania i szczuplejszej sylwetki dodawał mi sił. Na walentynki dostałam dodatkowy prezent. Wskazówka wagi pokazała tylko 60 kg! A więc osiągnęłam swój cel!!! Udało się!!!
Jestem z siebie dumna
Teraz bardzo powoli zwiększam ilość kalorii, a wskazówka wagi mimo to wciąż pokazuje mniej: na razie 59.5kg. Nie mam zamiaru rezygnować ani z basenu ani aerobiku. Nawet w domu czasem dodatkowo sama ćwiczę. Teraz czuję się silniejsza, ponieważ wiem już, co robić, gdy znowu przytyję. Przede mną trudna walka, bo nie mogę dopuścić do powrotu nadwagi.
Dziś gdy patrzę w lustro czasami nie wierzę, że to ja tak wyglądam, że udało mi się osiągnąć cel, że schudłam... Moje ciało jest teraz nawet ładniejsze niż wtedy, gdy byłam nastolatką.
W trakcie odchudzania postanowiłam sobie, że nie kupię żadnych nowych ciuchów dopóki nie osiągnę celu. Dziś z radością chodzę po sklepach z ubraniami. Nie usłyszę już komentarza: "Na panią to się nic nie znajdzie", a tak powiedziała ekspedientka, gdy w czerwcu 2007 roku chciałam kupić sobie dżinsy... Jestem z siebie bardzo dumna i cieszę się z każdego komplementu.
zdjęcia: SGM; stylizacja i makijaż: Katarzyna Misiak; fryzura: Beata Potoczna, Salon Corte del Sole


